Po wyczerpującym sezonie wszystkim należy się zasłużony wypoczynek. Piłkarze wybierają Malediwy czy inne Emiraty (to ci z klubów, w których płacą), tymczasem piszący te słowa obrał azymut na Bukareszt.
Czemu tam? Jak co roku, powód ten sam. Finał Ligi Europy. Był finał w Hamburgu (więcej TUTAJ), był w Dublinie (szczegóły TUTAJ), teraz przyszła kolej na stolicę Rumunii. Wszystkie trzy finały mają wspólne wątki: dwa lata temu, tak jak teraz wygrało Atletico Madryt, a rok temu strzelcem gola był Kolumbijczyk Radamel Falcao, tak jak teraz.
A już za rok w programie, to co najlepsze w Amsterdamie. Tylko, kto wybierze uczestników finałowego starcia? Tymczasem nawet kochana moja żona wyraziła wstępne zainteresowanie wizytą za rok nad kanałami. Miło z jej strony, ale jak to tak? Z drzewem do lasu? Tymczasem poczytajcie, co działo się w Bukareszcie - najmniej turystycznej stolicy Europy – tak przynajmniej zachęcają ulotki.





