Kto zastąpi Jana Muchę pomiędzy słupkami na Łazienkowskiej? Po pozyskaniu Marijana Antolovića wydawało się, że to właśnie Chorwat jest pewniakiem do bramki Legii. Młody golkiper w krótkim czasie zaliczył jednak kilka wpadek, czym mocno skomplikował sobie sytuacje.
W ciągu ostatnich kilku sezonów Legia miała jedną z najlepszych, jeżeli nie najlepszą obsadę bramki w ekstraklasie. Stanev, Boruc, Fabiański a ostatnio Mucha często wizytowali w jedenastkach kolejek. Nic więc dziwnego, że to właśnie odejście Muchy do Evertonu przysporzyło władzom „wojskowych” najwięcej zmartwień.
Na miejsce Słowaka działacze Legii ściągneli młodego Chorwata ze znakomitymi referencjami. W poprzednim sezonie Antolović kilkanaście razy został wybrany zawodnikiem meczu, co w końcu zaowocowało nagrodą dla bramkarza sezonu. Do tego regularna gra w młodzieżowej reprezentacji i zainteresowanie za strony selekcjonera kadry narodowej.
Początki Chorwata w Legii były równie obiecujące. Dobry występ w sparingu z Widzewem wzbudził uznanie Andrzeja Krzyształowicza. Później było już tylko gorzej. Po „klopsie” wpuszczonym w spotkaniu z Dolcanem Ząbki do pierwszej drużyny został przesunięty Wojciech Skaba. We wczorajszym sparingu z Girondins Bordeaux było jeszcze gorzej. Antolović wpuścił aż cztery bramki, przy dwóch popełniając błędy. Równie słabo młody bramkarz wypada na treningach.
W tej sytuacji rosną szanse Skaby i zawsze drugiego podczas dominacji Muchy, Ukraińca Kostiantyn Machnowskyj, którzy zaliczył dobry turniej w Chicago. Pomimo wszystko to Chorwat pozostaje nadal faworytem do pierwszego składu. Antolović zdaje sobie jednak sprawę, że na więcej błędów pozwolić sobie już nie może.