Euro 2012 już niebawem. W meczu otwarcia Polacy zmierzą się z Grekami. Doświadczony napastnik „Hellady”, Dimitris Salpigidis, wierzy, że wraz z kolegami uda mu się pokrzyżować plany Franciszka Smudy, choć docenia nasza kadrę. Piłkarz PAOK-u opowiedział nam również o swoim stosunku do kryzysu finansowego, a także o planach na najbliższą przyszłość.
Salpigidis w trakcie swojej kariery zdążył już pokonać takich bramkarzy jak Heurelho Gomes, Maarten Stekelenburg bądź Vincent Enyeama. Czy Wojciech Szczęsny podzieli los swoich kolegów po fachu? O tym dowiemy się wkrótce.
- Jak podchodzisz do zbliżającego się wielkimi krokami meczu Polska - Grecja?
- To będzie trudny mecz, ponieważ Grecy i Polacy prezentują bardzo zbliżony poziom pod względem umiejętności piłkarskich. Nie czujemy się lepszym zespołem, ale chciałbym zaznaczyć, że nie jesteśmy też od was słabsi. Gracie u siebie, więc to wy potencjalnie znajdujecie się w lepszej sytuacji. Z tego, co słyszałem, Polacy słyną z głośnego dopingu. To z pewnością stanowi wasz atut. Waszą słabą stroną może być fakt, że od dwóch lat nie graliście meczów o punkty. Szanse oceniam 50 na 50.
- Grałeś przeciwko Polsce w towarzyskim meczu w Atenach.
- Tak, z tego, co pamiętam, był to pożegnalny mecz Michała Żewłakowa. Słyszałem, że nie gra już w kadrze, ale nie chciałbym tego komentować. Generalnie nie przykładałbym większej wagi do tamtego spotkania z kilku powodów. Po pierwsze, był to mecz towarzyski, przy niewielkiej liczbie publiczności. Po drugie, graliśmy rezerwowym składem. Po trzecie, od tamtego meczu minęło już wiele czasu, a w naszej kadrze pojawiły się nowe twarze. Na Euro zobaczycie inną Grecją. Skuteczniejszą Grecję.
- Taką, która sięgnęła po mistrzostwo Europy w 2004 roku?
- Szczerze? Nie wierzę, żebyśmy powtórzyli tamten sukces. Tamta drużyna była znacznie silniejsza od tej, która zagra na Euro 2012. Naszym celem jest przede wszystkim wyjście z grupy. Głęboko wierzę, że nam się to uda, ale zdajemy sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Sam mam problem, żeby wskazać faworyta do awansu. Moim zdaniem każda z drużyn ma szansę. Do turnieju zostało jeszcze trochę czasu. U nas jeszcze nie mówi się zbyt wiele na ten temat. Nie czujemy jeszcze presji związanej z rywalizacją reprezentacyjną. W Polsce zapewne panuje inne podejście, ale to zrozumiałe - w końcu jesteście gospodarzami. Głupio się przyznać, ale nie widziałem jeszcze waszych nowych stadionów.
- A jak wygląda twoja wiedza na temat polskiej piłki?
- Muszę przyznać, że jest niewielka. Kojarzę polskich bramkarzy z Arsenalu: Fabiańskiego i Szczęsnego. Słyszałem też wiele o polskiej trójce z Borussii Dortmund. Największe wrażenie robi na mnie Robert Lewandowski. Ten chłopak jest w stanie zrobić błyskotliwą karierę w europejskiej piłce. To chyba wasz najlepszy piłkarz. Oczywiście znam jeszcze Mirosława Sznaucnera, z którym występuję w PAOK-u, i Michała Probierza, który jeszcze do niedawna był trenerem Arisa Saloniki. Jeśli chodzi o zespoły, to słyszałem o Legii i Lechu Poznań, który zrobił wielką niespodziankę w poprzedniej edycji Ligi Europy.
- A kto jest twoim faworytem do końcowego triumfu podczas Euro?
- Chyba nie będę oryginalny, jeśli powiem, że wygra ktoś z dwójki Hiszpania-Niemcy. Te drużyny prezentują w tej chwili najwyższy poziom w Europie. Ciężko wskazać kogoś, kto byłby w stanie im zagrozić.
- W kadrze zagrałeś 54 mecze. Dwa razy zostałeś wybrany najlepszym piłkarzem w Grecji. Nie myślałeś o tym, żeby spróbować swoich sił na Zachodzie?
- PAOK jest drużyną, z którą się utożsamiam. Kibicuję jej od najmłodszych lat. Tutaj mam swoich przyjaciół, rodzinę, wspomnienia. Ciężko byłoby mi zostawić to miejsce. Z zagranicy, owszem, pojawiały się jakieś propozycje, ale one nie były w stanie zachęcić mnie do wyjazdu z ojczyzny.