Tak źle z polską piłką jeszcze nie było. Wprawdzie na początku lat 90. nasza reprezentacja męczyła się z San Marino i akurat trwała jej 16-letnia rozłąka z wielkimi imprezami, jednak to, co się dzieje od jakiegoś czasu w piłce klubowej, a swoją kulminację osiągnęło w tym tygodniu, to już totalne upodlenie, ostateczny upadek zapomnianego, od lat niesprawnego, satelity zawieszonego w przestrzeni okołoziemskiej...
Czy jesteśmy w stanie z tej katastrofy cokolwiek wyciągnąć, czy ze złomu, który pozostał, uda się poskładać jeszcze jakieś elementy? A może powinniśmy odłożyć sikawkę i pozwolić pozostałej stercie niepotrzebnego żelastwa spalić się doszczętnie – tak, by na zgliszczach wybudować całkowicie nowy gmach, który będzie służył przez lata?
Przeglądając wypowiedzi internautów i komentarze publicystów, poruszonych wydarzeniami ostatnich dni, możemy dojść do wniosku, że właśnie taka jest wola rozszalałego tłumu: rozszarpać, zburzyć, spalić, a potem jeszcze na wszelki wypadek oblać benzyną.
Póki nie ma na horyzoncie żadnego Kartezjusza, który oprócz burzenia zaproponowałby stworzenie czegoś nowego, wstrzymajmy się jednak z dożynaniem watahy zwanej polską piłką. Przyjrzyjmy się lepiej, co z niej zostało, sprawdźmy każdą dziurę na ciele tego dziwoląga – może dowiemy się, dlaczego jest taki brzydki.
Pierwsza dziura: Dziady
Że polskiemu futbolowi strukturalnie bliżej do organizacji partyjnej i to tej jedynie słusznej, niż do środowiska okołosportowego, wiadomo nie od dziś. W dużej mierze dzisiejsza sytuacja jest efektem działań, a raczej braku działań, PZPN-owskich dygnitarzy, którzy przez lata nie potrafili dostosować polskiej rzeczywistości piłkarskiej do wymogów rynku, na którym została ona, chcąc czy nie chcąc (raczej nie chcąc), osadzona.
Druga dziura: Dach
Kiedy już zauważono, że jest źle, poczęto podejmować pewne kroki (nie, żeby panowie związkowcy), jednak ku zdziwieniu „towarzyszy” okazało się, że nie sposób wybudować gmachu zaczynając od położenia dachówek. Do klubów ekstraklasy i pierwszej ligi zaczęły dopływać coraz to większe pieniądze, jednak żadna z sum, które trafiały do polskiej piłki, nie była tak duża, by nie mogła w nią po prostu... wsiąknąć.
Sposób ratowania naszego narodowego sportu poprzez wielkie nawet dotacje, sporadycznie sensowne transfery, czy podwyższanie wynagrodzenia dla gwiazd (?) polskiej ligi przypomina trochę walkę z głodem w Afryce, poprzez wysyłanie dostaw ryb z Norwegii. Na Czarnym Lądzie z pewnością ryb jest dużo, ale brakuje wędek. Zresztą te ryby, które docierają do wybrzeży Afryki, są już pewnie mocno nieświeże i w dodatku szybko psują się na miejscu.
Trzecia dziura: Podstawy
Jak już odkryto, że nie tędy droga (gdzieniegdzie nie odkryto), pojawił się problem z ustaleniem, z czego zrobimy fundamenty. Zdecydowana większość metaforę budowlaną potraktowała bardzo dosłownie i rzuciła się w wir tworzenia infrastruktury sportowej. Szkoda, że w powszechnym rozumieniu pod terminem infrastruktura sportowa znajduje się tylko jedno słowo: stadion. Młodzież od samego oglądania tych, czasem nawet nowoczesnych, budowli z pewnością wiele się nauczy.
Czwarta dziura: Prowincja
Ale z ekstraklasową piłką wcale nie jest najgorzej. Wśród największych polskich klubów znajdują się i takie, które stawiają na młodzież, a niektórym udaje się nawet raz na kilka lat wychować jakiegoś adepta futbolu na ligowca. Prawdziwym problemem polskiej piłki, czymś, od czegoś powinno się zacząć jej leczenie, są niższe klasy rozgrywkowe.
Jeśli ktoś zgłasza pretensje, że zawodnicy takiej na przykład Legii Warszawa, której losami żywo interesuje się może nawet milion ludzi, zarabiają kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, to co można powiedzieć o zawodnikach trzecio- i czwartoligowych, którzy za grę otrzymują kilka tysięcy złotych, podczas gdy ich boiskowe wyczyny śledzi siedemdziesiąt osób?
Można odnieść wrażenie, że mecze w niższych ligach odbywają się li tylko dla regionalnych związków piłki nożnej. Cotygodniowy haracz się należy, a i sędzia musi gdzieś gwizdać. Jeśli ktoś myśli, że jedna z drugą akademia piłkarska przy wielkim klubie załatwi sprawę – nie zna specyfiki Polski albo temat ten ignoruje. Polska to przede wszystkim wieś i małe miasteczka.
Piąta dziura: Maszczasyzm i nieronaldyzm
Jeśli któremuś dzielnemu młodzianowi uda się pokonać wszystkie przeciwności losu i dotrze na trening, przy dużej dozie szczęścia nauczy się czegoś wcześniej – w szybkim tempie zostanie mu to zabrane. Modelowy przedstawiciel polskiej myśli szkoleniowej będzie mu przypominał, że nie jest Brazylijczykiem i nie ma holować piłki za pomocą dryblingu, a w ogóle niech lepiej przed każdym zagraniem usiądzie i poważnie się nad nim zastanowi.
Szósta dziura: Pading
Jeśli któremuś z juniorów uda się przebić przez kastową gradację i dostać się do wymarzonej ekstraklasy, szybko orientuje się, że ligowi trenerzy podobnie jak on kiedyś – również oglądają Ligę Mistrzów i rozrysowują schematy gry żywcem wyjęte z tejże. Tylko że nagle się okazuje, że te wymagają umiejętności prowadzenia piłki i szybkiego podejmowania decyzji, czyli dwóch elementów, które były konsekwentnie wypierane z głowy juniora. Mimo to jednak młodzian bohatersko stawia czoła wyzwaniu i mocuje się z rywalami – czego efektem zwykle są efektowne upadki, z których zespół wynosi wymierne korzyści w postaci rzutów wolnych. Chwalony za niezłomną postawę już nigdy się nie oszczędza i jest gotów do wykonania padu w każdym miejscu boiska.
Siódma dziura: Tylko tyle?
Dostanie się do klubu ekstraklasy można śmiało porównać do etatu na uczelni. Wszyscy do szkoły chodzili, podobnie jak wszyscy kiedyś grali w piłkę, ale nielicznym dane jest dotrzeć na sam szczyt. Na tych, którzy już go osiągną, czeka nagroda – możliwość błogiego leniuchowania. Z ekstraklasowego klubu równie ciężko wylecieć, jak z polskiej uczelni, a jeśli już, to tylko w wyniku zrobienia czegoś, a nie nierobienia niczego.
Młody piłkarz, pełen werwy, trafia więc do takiego przybytku – marzy o sławie i kobietach, liczy się z tym, że będzie na to ciężko pracować, jednak jeśli jest wnikliwym obserwatorem, szybko zauważa, że nie musi się specjalnie starać. Podobnie jest zresztą z tymi naszymi futbolistami marzącymi o Europie. Po jakimś czasie okazuje się, że gra w Europie jest banalnie prosta, pieniądze się zgadzają, a jedynym minusem jest konieczność... częstego wywracania się.
Ósma dziura: I tak są słabi
Polscy piłkarze wbrew pozorom dobrze wiedzą, jak słabi są. I to przekonanie kieruje ich wszystkimi poczynaniami. Nie zdecyduję się na drybling, bo nie potrafię. Nie podam koledze, bo jest słaby. Nie zagramy z klepki, bo nie umiemy. Nie podejdę bliżej do przeciwnika, bo i tak jest marny i nic z tego nie będzie.
A później przychodzi im potykać się z rywalami, którzy może i są słabsi, ale za to nie boją się podejść i kopnąć w stronę bramki.
Dziewiąta dziura: Koteria
W każdej dziedzinie życia funkcjonują ludzie, którzy coś robią i ci którzy to oceniają. Znakomita większość komentatorów to albo byli piłkarze, albo koledzy dzisiejszych piłkarzy, a najczęściej... jedno i drugie. Może tym należy wytłumaczyć fakt, że po prawie każdej akcji (niekoniecznie dobrej) na jej wykonawcę spada deszcz pochwał: „dobra decyzja, ale gorsze wykonanie” i że rzadko kiedy zdarza się, że reporter w rozmowie z piłkarzem przed kamerami reaguje, gdy ten nie odpowiadając na pytanie gada bzdury i banialuki. Ciemny lud to kupi – i tak nie zna się na piłce.
Dziesiąta dziura: Kibice
Żeby nie było, że są tu ludzie bez winy, również kibice muszą uderzyć się w pierś. Gdyby policzyć wszystkich komentujących w internecie poczynania polskich piłkarzy i narzekających na poziom krajowego futbolu – wyszłoby, że na każdym meczu ekstraklasy powinno zasiąść około 50 tysięcy widzów. Tymczasem niejednokrotnie właśnie taka jest liczba publiki w Polsce, ale... w skali całej kolejki.
Kibice też chcieliby jeść ryby, jednak nie zrozumieli, że w tym układzie to oni są wędką...
Panie Redaktorze, 22 lata temu, Aleksander Kwaśniewski- minister, rzeczywiście znał się na sporcie i nawet się nim pasjonował, ale te czasy dawno minęły. Dziś Pan Prezydent jest szacownym emerytem. Po niepowodzeniach w szukaniu ekskluzywnej posady w ONZ, UE i NATO, bawi się w komentatora politycznych wydarzeń, stara się być patronem i rozgrywającym w SLD, jednak wszystko to robi bez szczególnego zaangażowania. Piłka nic go nie obchodzi, może czasem jakiś mecz obejrzy..., w telewizji. Na portalu piłkarskim, nie ma potrzeby o nim wspominać.
Dokad idzie pierwszy sort, dokad drugi, jak ta piramida wyglada. Powiedzmy od nas idzie sie do Austrii lub kraju jej podobnego pod wzgledem poziomu, nastepnie z tej Austrii zbieraja najmocneijsze ligi, rzadziej zdarza sie przeskok bez posrednictwa tej symbolicznej "Austrii". To nie moj wywod, super w roku 1988 naswietlil to, zdiagnozowal i przewidzial, na spotkaniu w dziennkarzami tytulow skupiownych w Mlodziezowej Agencji Wydawniczej, owczesny szef polskiego sportu - Aleksander Kwasniewski. Ten facet jak malo kto czuje sport futbol, jesli idzie o prominentow, dziwie sie ze dzis nie jest zadnym prezesm w futbolu, bo jego wiedza jest poprazajaca!
A ja się nie zgodzę, według mnie to nie jest twór wyłącznie nominalistyczny. Jak dla mnie ogół warunków, wzajemne zależności strukturalne, jak i powiązania personalne, wpływ takiego, a nie innego sędziowania, które jest przecież pochodną, konkretnych decyzji, konkretnych ludzi - wszystko to składa się na Polska Piłkę. Od tego zacząłem całe swoje rozprawianie się z nią - od założenia, że istnieje. Pewności nie mogę mieć nigdy, podobnie zresztą jak do tego czy naprawdę istnieje społeczeństwo czy naród, ale przyznasz że są to byty, bardzo przydatne w tłumaczeniu niektórych zjawisk.
Ciężko przekonać kogoś o tak diametralnie różnym ukierunkowaniu filozoficznym...
Tak, to jest wyimaginowany problem. Bo nie wierze w centralizacje. Jaki jest "poziom szkockiej pilki" na przyklad? Sa dwa kluby pasujace do Premiership a reszta to calkiem niedaleko naszej ligi! Nie ma czegos takiego jak "polska pilka" bo jak to w ogole zdefiniowac? Samo wymyslenie jakiegos terminu nie oznacza, ze ma on odwzorowanie w rzeczywistosci. Mozemy dyskutowac o polepszeniu wynikow reprezentacji. Mozemy o polityce finansowej i sportowej Legii czy Wisly czy Arki Gdynia dyskutowac. Albo Naprzodu Rydułtowy. Ale jak ktos sobie wyobrazi jakies nieisteniejace zjawisko a potem zaczyna o nim dyskusje to to jest zwykle, za przeproszeniem, pieprzenie. Pozdrawiam.
Co trzeba zrobić aby było lepiej?
Szkolić umiejętnie dzieci i młodzież, ciężko i uczciwie pracować. Ma ktoś lepsze pomysły?
Taki wywiad kiedyś przeczytałem..., z mądrym człowiekiem. Oto fragment:
- Czasem uśmiecham się pod nosem, kiedy trener mówi: Nie możemy strzelać goli, bo nie mamy napastników. To znaczy, że chce, by mu ich kupić? Jeśli cała filozofia ma polegać na kupowaniu, to nie potrzeba trenerów, bo mając najlepszych, pierwszy lepszy z ulicy, poradzi sobie z prowadzeniem zespołu. Nie ma już szkolenia, tylko pogoń za punktami. Jeżeli klub nie ma obrońcy i szuka po Polsce (dziś należałoby powiedzieć po świecie), to ja się pytam: po co on ma drugą drużynę? Chyba tylko dlatego, by była na papierze, bo musi ją mieć, gdyż taki jest nakaz związku. Jeśli nie ma rezerw, to znaczy, że w klubie zawodzi szkolenie, że nic w tym kierunku się nie robi.
- Na całym świecie bogate kluby budują drużyny za pieniądze, a nie z własnych wychowanków...
- Ale my na razie takich pieniędzy nie mamy. Do nas przyjeżdżają piłkarze trzeciej kategorii. Ta pierwsza jedzie do Włoch, Hiszpanii, Anglii, Francji, Niemiec...
Warto się nad tą wypowiedzią zastanowić.
Fajny tekst, ale jeden z przedmówców, trochę sarkastycznie piszący o Dziurze Jedenastej, też ma sporo racji. Ja, Samozwańczy Zbawca, teraz, kiedy emocje trochę opadły, zastanawiam się.
Co będzie za dni kilkanaście, kiedy okaże się, że Lech wyeliminował Spartę w 11 serii rzutów karnych (celny strzał Buricia), Kasperczak trafi składem i wywiezie z Baku 3:0. Co wtedy? A, nie daj czy daj? Boże, Wisła i Lech psim swędem dotrwają w Pucharach do października? Jak wtedy będą brzmiały komentarze? Lepiej jest z tą polską piłką czy gorzej?
I dylemat kibica, choćby tylko telewizyjnego. Trzymać kciuki by tak się stało, czy lepiej nie? Niech ten statek tonie?
Nie wiem czy w polskiej piłce jest za dużo czy za mało kasy. Kilkanaście dni temu był ciekawy art na bliźniaczy temat na weszło, z gatunku tych nie prześmiewczych. Co prawda bezpośrednio traktował o tym, ze społeczeństwo jest w tej chwili zbyt bogate, by uprawiać sport. Ja postawię tezę, że też nie tak bogate by go uprawiać rekreacyjnie jako masa, choć coraz więcej ludzi w mojej okolicy biega, jeździ na rowerze, długie spacery. Może za chwilę zażądają porządnych obiektów rekreacyjnych, a ich dzieci będą inaczej traktować wysiłek fizyczny niż moje - 30 latków - w jakiejś mierze stracone pokolenie.
Ale wracając do biznesu. Modna jest fraza, że rynek się sam reguluje. Ale jakoś tak nie jest do końca. W piłce nożnej tym bardziej. Przecież tu kreatywna księgowość to podstawa. Od LM po polską piątą ligę. Sam już nie wiem ile kasy ta nasza kopana potrzebuje...
Odnośnie punktu dziesiątego zgadzam się, że problemem są kibice. Kupują wciąż ten badziew serwowany im przez naszych pseudo piłkarzy, oglądają mecze w Canal Plus i przychodzą na stadiony tym samym przyczyniając się do przepłacania polskich pseudo gwiazd. W dodatku po takiej żenadzie jak już drugi rok z rzędu serwuje Wisła w pucharach znowu przyjdą na stadion i będą jeszcze pewnie śpiewać "Nic się nie stało" i podniecać się wygraną nad drużyną w rodzaju Odry Wodzisław (bez urazy), prezentującą poziom mistrza Andorry.
Szymon Woźniak: No właśnie tu nie jestem w stanie się zgodzić, choćbym bardzo chciał. Zwłaszcza jeśli chodzi o porównanie do kina. Właśnie w ostatniej dekadzie więcej ludzi zaczęło chodzić do kina, najlepsze filmy osiągają lepsze wyniki niż "debeściacy" sprzed lat (jeśli wyłączymy "Ogniem i Mieczem" i inne ekranizacje lektur, którym większość widowni nabijały szkoły). Nawet jeśli te najpopularniejsze to kolejne części Shreka, Avatary, Pottery czy komedie romantyczne, to widownia rośnie. Ale czy to wpływa na poprawę jakości? Wprost przeciwnie. Bo większość chodzi w większości na kiepściutkie, ale dobrze reklamowane filmy, czyli całą masę wspomnianych "komedii" romantycznych (które z komedią i dobrą zabawą z reguły nie mają nic wspólnego). I takie powstają jedna po drugiej. Poziom zamiast rosnąć jeszcze się obniża.
Tak samo z piłką - jeśli ludzie masowo zaczną uczęszczać na ten szajs, który serwują nam drewniaki z ekstraklasy, szanse na zmiany zmaleją do zera. Przecież wszystko będzie ok ;)
Jedenaste : Zbawcy Polskiej Pilki Noznej. Fenomen na skale swiatowa, gratka dla socjologow, biologow, psychologow. Kazdy osobnik urodzony nad Wisla z meskimi genitaliami doskonale Wie Co Robic z tym nominalistycznym tworem jakim jest "Polska Pilka Nozna". Kazdy doskonale wie jak ja naprawic albo chociaz jest mistrzem w celnym wypunktowywaniu pilkarskich bolączek, co tez ZNAKOMICIE przyczynia sie do naprawy wyimaginowanego problemu.