Jose Mari Bakero nie tylko coraz lepiej czuje się w roli trenera warszawskiej Polonii, ale także chyba zrozumiał wreszcie specyfikę polskiej piłki. A skoro zrozumiał, chce ją zmienić. Chwała mu za to.
Na niedawnej konferencji utytułowany Bask ogłosił, że będzie prosił swoich zawodników, by nie wybijali piłki za boisko, gdy któryś z zawodników Polonii, bądź też drużyny przeciwnej, leży na murawie.
- Oglądam polską piłkę, też hiszpańską, włoską i wszystkie mocne ligi. Uważam, że w polskiej ekstraklasie jest za dużo przestojów, między innymi dlatego, że sędzia wprawdzie nie gwiżdże, ale jedna z drużyn czuje się zmuszona wybić piłkę poza boisko – podzielił się swoimi obserwacjami szkoleniowiec lidera ekstraklasy. - FIFA i UEFA stoją na stanowisku, że jest najważniejszy na boisku sędzia i to on jest od przerywania gry. Teraz takie przerwy w grze, bez gwizdka sędziego, to część meczowej strategii. Jeśli sędzia nie zagwiżdże faulu, nie jesteśmy zobligowani do tego, by wybijać piłkę, nawet jeśli kibice i zawodnicy zespołu rywali by o to prosili. Tak samo jeśli nasz zawodnik będzie leżał na murawie, zrozumiem i zaakceptuję, jeśli przeciwnik nie wybije wtedy piłki. Teraz to, co w założeniu miało wynikać z ducha sportu, staje się jego zaprzeczeniem.
Były as Barcelony prędzej czy później musiał zacząć się zastanawiać, co z tą polską piłką jest nie tak. Zawodnicy kalecy przecież nie są, co prawda nie grzeszą wyszkoleniem technicznym, jednak nie wydają się znowu aż tacy słabi, by przegrywać z przeciętnymi przybyszami z Azerbejdżanu. Wnioski trenera „Czarnych Koszul” są ciekawe i jakże inne od tych wysnuwanych przez samobiczujących się (ale nie po właściwych miejscach) piłkarskich ekspertów znad Wisły.
W wypowiedziach Baska ciężko znaleźć narzekania na infrastrukturę, szkolenie młodzieży, personalne składy poszczególnych drużyn – jest za to piętnowanie kunktatorstwa, kombinowania i uciekania od gry. Choć wszystkie te czynniki składają się na beznadziejny stan polskiego piłkarstwa – to właśnie ten wspomniany przez Bakero możemy poprawić od razu. Kwestia tylko, czy nam się chce.
Trudno powiedzieć, kiedy polscy piłkarze zaczęli uchylać się od gry przedkładając padanie na boisko nad podania do kolegów. Nie bez wpływu na obranie takich priorytetów musiała być korupcyjna atmosfera wokół polskiej piłki. Aparat odpowiedzialny za zawiązanie się układów i koterii w środowisku skupionym wokół zielonej murawy i stolików niejednokrotnie nazywaliśmy mafią. Dzisiaj podobno mafii już nie ma, gra jest czysta, w papierach porządek i wszystko legalnie. Ale mafia nie przestanie być mafią z dnia na dzień. Pewnych rzeczy nie da się od razu wyplenić, szczególnie jeśli tkwią w mentalności.
Jednym z przykładów jest właśnie instrumentalne wykorzystywanie gestu Garrinchy, nazwanego kiedyś Fair Play, choć Fair to w ogóle nie jest. Gestu z kategorii moralnej przez Polaków niepotrzebnie wrzuconego do kodeksu przepisów. To nie pierwszy raz kiedy tak się mylimy, ale to już inna rozmowa i chyba w innym miejscu.
Bakero w całym, skądinąd słusznym, wywodzie trochę się jednak ośmieszył, a raczej wywołał uśmiech politowania na twarzach znawców polskiej kopanej. To, że gremialne padanie na murawę w końcówkach meczów i wywieranie presji na przeciwnikach, by ci przerwali grę, jest elementem strategii, to prawda znana od dawna i wszystkim.
Nawet końcowemu rozstrzygnięciu sprawy tytułu mistrza Polski 2010 towarzyszyły zawirowania około „fairplayowe”, a do klasyki polskiego żargonu piłkarskiego weszły rozważania Arkadiusza Piecha, czy czasem nie za wcześnie podniósł się z murawy, bo być może, gdyby jeszcze sobie poleżał, Robert Lewandowski wybiłby piłkę, a Lech nie zdobyłby bramki na wagę trzech punktów i mistrzostwa. Ciekawe w całej sprawie jest to, że znalazło się dużo ludzi podzielających pogląd napastnika Ruchu. Tylko co to ma wspólnego z Fair Play, z moralnością, czy w ogóle z grą w piłkę nożną?
Trener Bakero, ogłaszając swoje plany, wystosował również apel do pozostałych ekstraklasowych szkoleniowców, by i oni zabronili swoim piłkarzom wybijania piłki ilekroć rywal położy się na murawę. Ale czy ci ostatni będą w stanie zrezygnować z wielce znaczącego elementu swojej taktyki? W imię czego? Jeśliby jednak Jose Mari Bakero udało się przekonać środowisko trenerskie w naszym kraju do porzucenia tego elementu, należałoby uznać to za duży sukces Baska. Sukces, dla którego warto było trenera Bakero zatrudnić w Polsce.