Data ostatniej modyfikacji: 02-07-2010 , godz. 12:55

IFAB. Klęska Anglii to wina Irlandii Północnej i Walii?

Niemcy - Anglia Niemcy - Anglia

Nie umarł jeszcze i prędko nie umrze temat zmian w przepisach i wprowadzenia technologii na piłkarskie murawy. Korzystając z chwilowej przerwy w mundialu trochę się w temat wgłębiłem i co się okazało?


Niewiarygodne, ale to nie do końca FIFA jest adresatem pretensji o konserwatyzm i brak chęci wprowadzenie zmian.

To trochę tak, jak u nas na stadionach przy każdej złej decyzji sędziego krzyczą: „J…ć PZPN”, a przecież mecze o najwyższą stawkę odbywają się w ramach rozgrywek organizowanych przez spółkę Ekstraklasę SA i prowadzone są przez sędziów funkcjonujących w teoretycznie niezależnych strukturach od centrali. Są też tacy, którzy obwiniają PZPN za to, że nie mogą się napić piwa na stadionie. To już w ogóle pomieszanie. Przecież to nie jest kompetencja PZPN. Nie zrozumcie mnie źle, szczerze nie cierpię rządzących naszą kopaną, ale jak mieć pretensje, to do właściwego adresata. Ale odchodzę od tematu…

Jest tak, że przepisy ustala International FA Board (IFAB), która to organizacja spotyka się dwa razy do roku i analizuje, co należy zmienić, żeby było lepiej.

I teraz najważniejsze. Struktura IFAB (co można tłumaczyć: Międzynarodowa Rada Piłkarska) polega na tym, że cztery głosy ma FIFA i cztery głosy mają przedstawiciele czterech federacji z Wysp Brytyjskich: angielskiej, szkockiej, walijskiej i północnoirlandzkiej. Jakoś tak historycznie wyszło. I najważniejsze: do wprowadzenia jakiejkolwiek zmian w przepisach potrzebnych jest co najmniej sześć głosów.

Można sobie wyobrazić, jak wyglądają spotkania tego IFAB. Siedzą stare grzyby oderwane od rzeczywistości i wiadomo co robią w stołek. Nie do końca tak jest, bo gdyby tak było, nigdy by nie doszło do likwidacji podania do bramkarza, zmiany liczby rezerwowych, którzy mogą wejść na plac, czy zmian w zasadach karania żółtymi i czerwonymi kartkami.

To czy piłka przekroczy linię, to w miarę łatwo ustalić, ale cała reszta wymaga precyzyjnego dopracowania. Tak, żeby nie przedobrzyć. Jak ocenić, czy jest spalony? Nie zawsze da się to nawet ustalić na powtórkach.

Oto, co na ten temat sądzi Louis van Gaal (pisałem o tym już w marcu na portalu Futbolnet.pl):

Trener Bayernu Monachium, Louis van Gaal, w wywiadzie dla magazynu „Kicker” zaproponował likwidację następujących rzeczy: wrzutów piłki ręką z autu, tzw. pozycji spalonej (chodzi o zawodnika będącego na pozycji spalonej nie biorącego udziału w grze), sędziów liniowych (nie w sensie fizycznej ich likwidacji, chodzi o rezygnację z tej funkcji) i konkursów rzutów karnych. „Potrzebujemy tak dużo nowoczesnej technologii, jak tylko możliwe”. Jego zdaniem należy wprowadzić elektroniczne czujniki na wszystkich liniach na boisku, elektroniczny system dotyczący spalonego, a każda z połówek boiska powinna być pod jurysdykcją jednego sędziego. Propozycja odnośnie dogrywki to, jak wyraził się Van Gaal: „gra gladiatorów”. Co pięć minut każda drużyna pozbywać się będzie jednego piłkarza, aż zostanie sześciu na sześciu. Po 120 minutach obowiązywać miałaby zasada „złotego gola”. Grano by do bólu. Interesujące. Czy takie zmiany pozwoliłby wyłonić drużynę lepszą piłkarsko? Czy raczej doprowadziłyby do tego, że w piłkę grałyby roboty o kondycji maratończyka?”.

Koniec cytatu z marca. Ciekawe, ale zacząć trzeba od tego, żeby ustalić: był gol czy nie.

Dziwne, ale w kwestii zmian wyjątkowo zgodni są Anglicy i Szkoci. Rzadko się to zdarza, a tak się stało na ostatnim spotkaniu w marcu w Zurychu. Chcą wprowadzenia urządzeń, które określą, czy piłka przekroczyła linię czy nie. Chcą tego nie za rok, nie za miesiąc, a zaraz.

Nie zgadzają się Walia oraz Irlandia Północna. Oba te kraje nie mają silnych lig profesjonalnych i obawiają się, że wprowadzenie technologii pozostawi ich jeszcze dalej w tyle. Zawsze to powtarzam i zrobię to raz jeszcze: nie chcecie, żeby futbol podzielił się na dwie dyscypliny, tę rozgrywaną na najwyższym poziomie i tę na poziomie półamatorskim? Za późno. To już się stało! Wybierzcie się na mecz Ligi Mistrzów, a potem na Ligę Polską. Nie ma punktów stycznych. Ani jednego. Ani na murawie, ani dookoła niej!  

Trochę upraszczając problem: gol-widmo strzelony przez Franka Lamparda w ostatnią niedzielę to poniekąd zasługa działaczy z Walii i Ulsteru. Nie Włochy, nie Hiszpania, nie Niemcy i nie Brazylia mają na to wpływ, lecz paru starszych panów z mocno przeciętnych piłkarskich federacji. No i rzecz jasna wina leży też po stronie FIFA. Gdyby wykazywała wolę zmian, jakiś sposób by się znalazł.

Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS
Copyright © 2009 Futbolnet Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.