- Wydaje mi się, że w Polsce mamy inne pojęcie o piłce niż chociażby w Niemczech. Ludziom chyba sądzą, że Bundesliga jest słaba, a gra w mistrzu Niemiec to nic takiego. A tak wcale nie jest - mówi Jakub Błaszczykowski, kapitan reprezentacji Polski. Z pomocnikiem Borussii Dortmund rozmawialiśmy w Berlinie, po meczu ligowym z Herthą.
Goście wygrali 1:0 po trafieniu Kevina Grosskreutza, a popularny „Kuba” został oceniony przez niemiecki dziennik „Kicker” na ocenę 3,5 w skali 1-6 (gdzie 1 to klasa światowa).
- Hertha chyba was zaskoczyła?
- Nikt nie oczekiwał, że będzie to łatwy mecz. Ale i takie spotkania trzeba wygrywać. Nawet 1:0. Wysokość zwycięstwa nie ma znaczenia, liczą się ważne trzy punkty. Udało nam się tego dokonać mimo naprawdę trudnych warunków. I mam tu na myśli złą murawę, jak i postawę rywali. Takie zwycięstwa zawsze bardzo cieszą, nawet bardziej niż wygrana trzy, cztery do zera, ponieważ trzeba zostawić na boisku dużo siły i zdrowia. Wywozimy stąd trzy punkty i jedziemy dalej. Przed nami mecz z Hannoverem.
- Jak to jest rywalizować o miejsce w składzie z jednym z najlepszych piłkarzy Bundesligi, Mario Goetze? Dziennikarze nazywają go „niemieckim Messim”. Przesadzają?
- Jest bardzo dobrym piłkarzem. Obecnie mam szansę na pokazanie swych umiejętności i chcę to wykorzystać. Bez Mario graliśmy pięć spotkań, ale wszystkie udało się wygrać. To chyba dobry prognostyk, prawda? Chociaż, jak mówię, Goetze jest bardzo dobrym piłkarzem i nikt nie może temu zaprzeczyć. W takim zespole, jak Borussia, muszą być odpowiedni zmiennicy. Tak jak teraz: wypada jeden zawodnik, inny go zastępuje, dzięki czemu drużyna może nadal dobrze funkcjonować.
- Kiedy ostatni raz byłeś w Polsce?
- (chwila zastanowienia) Oj, teraz ciężko mi powiedzieć...
- Ostatnio ruszyła akcja McDonald’sa. Wszędzie są twoje zdjęcia. Niedługo będzie tak, jak w tym kawale. Otwierasz lodówkę, a tam Kuba Błaszczykowski.
- Nie lubię wypowiadać się na takie tematy. Mamy teraz swój czas, swoje pięć minut, które w pewnym sensie musimy wykorzystać. Osobiście wolałbym, aby pamiętano mnie z tego, jak gram w piłkę, a nie z reklam. Fajnie, miło i przyjemnie jest, kiedy jakaś firma zgłasza zainteresowanie moją osobą. Ale to nie jest najważniejsze. Dla mnie najważniejsza jest moja postawa na boisku i chcę grać jak najlepiej. Taki mam cel i go realizuję.
- Co mógłbyś powiedzieć kibicom reprezentacji Polski? Ostatnio piłka znowu zeszła na drugi plan. Ledwo ucichło zamieszanie z naturalizowaniem reprezentantów i orzełkiem, teraz znowu afera - ze Stadionem Narodowym.
- Ciężko mi mówić na temat stadionu, ponieważ ja za to nie odpowiadam. Są od tego ludzie, których trzeba rozliczać, nie mnie. Jesteśmy profesjonalistami i będziemy grali tam, gdzie nam będzie dane. Mam nadzieję, że skoro przed mistrzostwami mamy mieć jedną okazję zagrania na Stadionie Narodowym, to tę szansę otrzymamy.
- Czy nie byłoby wam łatwiej, gdybyście trafili w losowaniu mistrzostw Europy tak jak Ukraina, czyli na potencjalnie mocniejszych rywali?
- Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Czy będzie łatwiej, czy nie, to się okaże w czerwcu. Jedni mówią, że trafiliśmy dobrze, inni znowu, że źle. Ile osób, tyle opinii. Uważam, że to nie będą łatwe mecze. Ten, kto uważa, że to łatwa grupa, jest w dużym błędzie! Każda z tych drużyn ma w swoich szeregach świetnych graczy. Nie jesteśmy Niemcami, nie mamy takiego potencjału jak oni. Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Nie można powiedzieć, że z Czechami czy Rosją wygramy dziewięć na dziesięć meczów. Bo realia są niestety brutalne. I trzeba to sobie uświadomić.
- Kiedy przychodziłeś do klubu, pisano o tobie jako o piłkarzu z wielkim potencjałem piłkarskim. Michael Zorc, ówczesny dyrektor sportowy, zaryzykował nawet stwierdzenie, że będziesz najlepszym pomocnikiem w Bundeslidze. Nie uważasz, że przesadził?
- A czy ja już kończę karierę?
- Czyli jeszcze wszystko przed tobą?
- Zgadza się. Jeśli ktoś uważa, że gra w mistrzu Niemiec, w obecnym liderze Bundesligi, to mało, to ja nie wiem... Wydaje mi się, że w Polsce mamy inne pojęcie o piłce niż chociażby w Niemczech. Ludziom chyba się wydaje, że Bundesliga jest słaba, a gra w mistrzu Niemiec to nic takiego. A tak wcale nie jest.
Rozmawiał Rafał Sahaj