Data ostatniej modyfikacji: 23-11-2009 , godz. 15:30

Lenczyk jak... mnich co diabła w kapturze nosi

Wojciech „Barry White” Łazarek Wojciech „Barry White”...

Najpierw słów kilka o meczach Polska – Rumunia i Polska – Kanada. Potraktujmy je jako poletko doświadczalne, charakteryzujące się daniem szansy młodzieży. Tych chłopców powołał selekcjoner Franciszek Smuda, ale od dawna byli oni obserwowani i pilotowani przez Wydział Szkolenia PZPN, wynajdywani w Młodej Ekstraklasie, w I lidze, w ekipie U-21. To jednak dopiero zaczyn, selekcja będzie trwać jeszcze dość długo, aż do stworzenia w miarę już wyrazistej i stabilnej kadry na Euro 2012. 


Dało się zauważyć wyraźną dysproporcję między drużyną Rumunii, która naszych pokonała 1:0, a drużyną Kanady, którą dla odmiany nasi pokonali 1:0, ale chwała Frankowi, że szybko w tym się połapał, do maksimum wyciągnął personalne wnioski z porażki i w Bydgoszczy wygraliśmy, dzięki czemu zima po tym zwariowanym dla reprezentacji roku 2009 będzie w miarę spokojna. 
 
Ważne, że istnieje naturalna chęć sztabu do kadry do współpracy z pionem szkoleniowym PZPN, z Komisją Wysokiego Wyczynu, jak i z trenerami Ekstraklasy. Jest więc to, czego brakowało za kadencji poprzedniego selekcjonera. Szkoda, że nienormalny stan trwał przez ponad tezy lata, ważne natomiast, że wróciliśmy do normalności. 
Istnieje potrzeba wspólnego działania na rzecz tej kadry, by był z niej jak największy pożytek. Wiadomo, rzecz jasna, że do przyzwoitego poziomu jeszcze daleko, nie można się dać omamić, nie można zakłamywać rzeczywistości, ale kierunek obrany w perspektywie Euro 2012 wydaje się słuszny.

Po ostatnich w tym roku międzypaństwowych bataliach biało-czerwonych, wróciła Ekstraklasa. To już 14. kolejka, przedostatnia przed półmetkiem. Śmieszna co nieco, gdyż aż trzy mecze, na osiem, gospodarze nie grali na własnym boisku. Piast nie w Gliwicach, lecz w Wodzisławiu Śląskim, Lech nie w Poznaniu, lecz we Wronkach, a Wisła nie w Krakowie, lecz w Sosnowcu. Jeśli dodać, że potyczka Wisły z Cracovią była derbowa, a grano dość daleko od Krakowa, z kolei derby Warszawy odbyły się na stadionie bez co najmniej 75 procent czynnych trybun, mamy ogromną miarę tej prowizorki.

Tym bardziej trzeba wierzyć, że teraz jest tak śmiesznie tylko dlatego, by za rok o tej porze mogło być wspaniale, bo na nowych lub poważnie zrekonstruowanych stadionach. Choć derby Warszawy i Krakowa były potyczkami rywali z przeciwległych krańców tabeli, faworyci mają się po tej kolejce jak niepyszni. Ale po kolei.
 
Korona Kielce – Zagłębie Lubin 3:3
To nie pierwsze punkty beztrosko stracone przez Koronę przy jej wyraźnym prowadzeniu, i to dwukrotnie takim, 2:0 i 3:1. Już była na stadionie euforia, ale okazała się zdecydowanie przedwczesna. Choć trener Marek Motyka był świetnym obrońcą, jego podopiecznym brakuje wyrafinowania w grze właśnie obronnej, w odniesieniu zresztą do całego zespołu, do wszystkich formacji.

Czy zaszkodziła trochę nie do końca kontrolowana orientacja na zwycięstwo, czy raczej już organizmy koroniarzy nie wytrzymują trudów intensywnego roku, znaczonego nerwową walką o awans do Ekstraklasy? Sądzę, że trzy ostatnie mecze uzmysłowiły „Marcysiowi” Motyce, nad czym musi popracować, bo z taką obroną trudno marzyc o spokojnym środku tabeli. 

Drugi beniaminek, ten z Lubina, szybko przegrywał, i to wyraźnie, ale kiedy już nie było nic do stracenia, poszedł na ryzyko i przy dobrej taktyce Franka Smudy oraz biernej obronie Korony, wyrównał, ratując punkt na wyjeździe. Bułgar Ilijan Micanski ani w Lechu Poznań, ani obecnie w Zagłębiu do ulubieńców trenera Smudy nie należał, ale teraz strzelił dwa gole, więc relacje tych panów powinny się nieco zmienić.
 
Polonia Bytom – Jagiellonia Białystok 1:1
Następny piątkowy mecz stał między innymi pod znakiem powrotu Grzegorza Szamotulskiego, kiedyś reprezentacyjnego bramkarza, do polskiej ligi po pięciu latach. Grzegorz Sandomierski, który po serii meczów z czystym kontem wypadł ze składu po puszczeniu pięciu goli w Chorzowie, niech się nie martwi. Przy Szamotulskim, a także Rafale Gikiewiczu, konkurencję ma taką, że na etapie rozwoju, a wciąż na takim się znajduje, to lepszych okoliczności do doskonalenia się nie może sobie wymarzyć.

A jeśli idzie o całą „Jagę”, musi imponować podejście trenera Michała Probierza do tematu. Jego drużyna w ofensywie gra z rozmachem, umiejętnym wykorzystaniem skrzydeł, natychmiast po stracie piłki rozsądnie organizuje się w obronie. No i do tego dochodzą indywidualności, z Tomaszem Frankowskim na czele.

Co do Polonii Bytom, zaczynają wychodzić trudy ciężkiego sezonu. Przy ograniczonych możliwościach poszczególnych zawodników. przy ich takim a nie innym zaawansowaniu technicznym ,trzeba było czymś to nadrabiać, trzeba było wydatkować siły na ścisłe krycie, więc w końcu mocy zaczyna brakować. W meczu z Jagiellonią ta „tłocznia” już nie działała tak, jak należy. Ale generalnie w Bytomiu powstała ciekawa drużyna, która wiosną powinna sobie spokojnie poradzić przy utrzymaniu obecnego kursu.
 
Legia Warszawa – Polonia Warszawa 1:1
Trwa niestety sinusoida Legii, choć po wyjazdowym zwycięstwie nad Wisłą wydawało się, że cały ten mechanizm z Łazienkowskiej zaskoczy, że zaowocuje stabilizacją na wysokim poziomie. A tu w derbach Warszawy fatalnie: zbyt ubogie środki techniczno-taktyczne, bez arytmii, bez stwarzania sytuacji bramkowych. Słowem: obraz szalenie smutny, nawet jak na listopad. Dalsza tak żenująca gra, z domieszką masochizmu, może przynieść opłakane skutki w tabeli. Tymczasem jednak, paradoksalnie, ten fatalny dla Legii remis pozwolił jej odrobić punkt do lidera, bo Wisła w swoich derbach spisała się jeszcze gorzej, o czym za chwilę.

Polonia Warszawa natomiast umiejętnie zwalniała tempo gry, przeszkadzała, dla swego dobra burzyła boiskowy porządek. W dodatku głośnemu zaangażowaniu trenera Jose Marii Bakero, postaci bardzo znanej w piłkarskim świecie, towarzyszyła motywacja ekonomiczna. Po otrzymaniu zamrożonych (zamrożonych, nie zaległych) wypłat zawodnicy „Czarnych Koszul” byli szczególnie zmobilizowani. Niezłe przygotowanie motoryczne, szczególnie wytrzymałościowe i szybkościowe, sięgnęły takiego poziomu, że goście potrafili w znacznym stopniu utrudnić zadanie legionistom. Jeden punkt przy obecnym miejscu w tabeli to nie za wiele, ale z psychologicznego punktu widzenia ten punkt znaczy bardzo wiele. Zarówno dla zawodników, jak i dla trenera Bakero. Bo remis został wywalczony w derbach, w szalenie trudnej sytuacji. Szkoda tylko, że derby te bardzo w sumie rozczarowały.
 
Piast Gliwice – Arka Gdynia 2:2
Piast, grając u siebie, ale nie u siebie, miał już trzy punkty prawie w kieszeni, ale obrońcom i bramkarzowi zabrakło konsekwencji oraz koncentracji i skończyło się na remisie. Nie sposób jednak twierdzić, że gliwiczanie rozczarowują, czy coś w tym rodzaju. Skład mają taki, jaki mają, silniejszy na razie nie będzie, a przecież do niedawna byli zdziesiątkowani przez kontuzje i liczne przypadki grypy. Konsekwencji tego spustoszenia nie da się odrobić tak na szybkiego.

Punkty za zwycięstwo odpłynęły zatem Piastowi w morską siną dal, co powinno wzmocnić Arkę przed środowym, to już pojutrze, derbowym meczem z Lechią. Zostanie rozegrany awansem z pierwszej kolejki rundy rewanżowej. Arka w każdym razie z biegiem czasu coraz lepiej czuje rytm Ekstraklasy i znajduje się na dobrej drodze do utrzymania się.
 
Lech Poznań – Ruch Chorzów 3:1
Ruch jakoś nie radzi sobie z potentatami. We wstępnej fazie sezonu uległ Wiśle i Bełchatowowi, niedawno Legii, a teraz Lechowi. U schyłku jesieni musi niepokoić gra obronna, zaczynają szwankować inne elementy. Wiem, że przeciwko Legii i Lechowi niebiescy musieli wystąpić bez Andrzeja Niedzielana, ale nie sądziłem, że jego absencja znaczy aż tak wiele. Zimowa przerwa musi stać w Ruchu pod znakiem naprawdę konkretnych uzupełnień kadrowych, jeśli zamierzają tam na serio powalczyć o mistrzostwo Polski 2010. Jak na drużynę z lokat od jeden do pięć, chorzowianie mają stanowczo za dużo huśtawek formy.

Lech spisał się dobrze, to ciągle solidna firma. Szczególnie po tej kolejce należy podkreślić, że liczy się w walce o mistrzostwo. Szkoda tylko, że trwa głęboki impas w stosunkach między klubem a Hernanem Rengifo, który strzela gole dla poważnej w końcu reprezentacji Peru, a u nas dusi się w Młodej Ekstraklasie. Naprawdę potrzebna jest tu szybka, męska rozmowa, bo do końca tegorocznych zmagań jeszcze trzy kolejki, a chyba z Peruwiańczykiem łatwiej byłoby zdobyć dziewięć punktów niż bez niego, prawda?!
 
Lechia Gdańsk – GKS Bełchatów 0:2
Przy stanie 1:0 dla gości, ich bramkarz, notujący piękną serię bez kapitulacji Łukasz Sapela, obronił Hubertowi Wołąkiewiczowi rzut karny. Ten moment można uznać za charakterystyczny dla obecnego położenia rywalizujących w Gdańsku drużyn. 

GKS już bardzo mocno usadowił się w czołówce i w klubie tym mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość, nie wykluczać nawet pierwszego miejsca. Trener Rafał Ulatowski wprowadził do drużyny niezbędną stabilizację, bo jakość już tam była. Dlatego na początku rozgrywek trochę nie rozumiałem, jak z silnym i ciekawym składem można tracić punkt za punktem. Na szczęście to już odległa przeszłość. Bełchatowianie złapali wiatr w żagle, radzą sobie świetnie, dodając naszej Ekstraklasie niezbędnego smaku i wytrawności.

Ta domowa porażka odarła Lechię ze złudzeń, z marzeń o zadomowieniu się w górnych rejonach tabeli. Warto jednak podtrzymać ten entuzjazm, tę atmosferę, jakie towarzyszą meczom rozgrywanym na stadionie w Gdańsku Wrzeszczu. To naprawdę ogromny kapitał, sprzyjający wielkim celom. Istotne teraz, by Lechia na zimową przerwę udała się z w miarę spokojną lokatą w środku tabeli. Pozwoliłoby to w styczniu i lutym na twórczą i metodyczną pracę szkoleniową, pozbawioną nerwowych ruchów.
 
Śląsk Wrocław – Odra Wodzisław Śląski 4:0
Pilnie obserwuję to, co się dzieje w Śląsku, jestem świadom kadrowych problemów trenera Ryszarda Tarasiewicza, ale wierzyłem, że ustabilizuje on swoją drużynę. I coraz lepiej mu się to udaje. Zawsze pomocne w takim przypadku są indywidualności, no i Sebastian Mila spełnia oczekiwania. A przecież po zimie wróci leczący się Marek Gancarczyk, zaś Łukasz Madej, niezły naprawdę grajek, musi się w końcu przełamać i zaaklimatyzować w nowym dla siebie środowisku. O ile wrocławian obecnie nie stać na ścisłą czołówkę, to w środku stawki powinni nadawać ton.

Jest taki piękny wiersz Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej: „Rumieńce lata pobladły, Liść złoty z wiatrem mknie, I klonom ręce opadły, i mnie...”. Koniec cytatu, który pasuje mi do opisania problemów Odry Wodzisław. W drużynie tej u schyłku rundy już bardzo szwankuje motoryka, moim zdaniem jest to efekt braku symbiozy i jednolitości w poczynaniach szkoleniowych. No ale jeśli trenerów tej jesieni w Wodzisławiu zmieniano ponad normę, trudno się dziwić. Tam potrzebny jest mocny wstrząs, potrzebne jest przewietrzenie, potrzebne są otwarte głowy, by wyjść z ciasnego niestety pojmowania spraw szkoleniowo-organizacyjnych. 
 
Wisła Kraków – Cracovia 0:1
Derby Krakowa czyli niedziela w Sosnowcu. Sytuacja zaskakująca jak zresztą i końcowy wynik. Orest Lenczyk, trener Cracovii, zachował się niczym... mnich co diabła w kapturze nosi. Niby niewinny, niby spokojny, ale swoje zrobił, Wisłę pogrążył. Wiedząc, że dysponuje ograniczonymi środkami, opracował plan gry polegający na przeszkadzaniu, ale tak wytrawnym, że mistrzowie Polski nie mogli rozwinąć skrzydeł. I udało się nie tylko poprzeszkadzać rywalom, ale to jeszcze „Pasy” wbiły gola i mają trzy bezcenne punkty. Być może w ostatecznym rozrachunku nawet na miarę utrzymania się w Ekstraklasie. Sukces ten budzi szczególne uznanie, bo przecież w Cracovii sporo było przed tym meczem problemów kartkowo-zdrowotnych, osłabiających skład. A tu zwycięstwo, i to w dodatku nad liderem!

Wisła wykazała taktyczną słabość w ataku, w ogóle w działaniach ofensywnych. Był w lidze dla tej drużyny czas radości, teraz nastał czas smutków. Aż nadto wychodzi na jaw, jak wiele dla maszynerii ze stadionu przy Reymonta znaczą Radosław Sobolewski i Arkadiusz Głowacki, obecnie zmagający się z dolegliwościami. Z drugiej strony, Wisła przecież nadal otwiera tabelę, a w takiej sytuacji chyba łatwiej wyjść z dołka, niż kiedy unosi się nad drużyną widmo na przykład degradacji.
 

Komentarze (7)

Komentarze (7)

Sortowanie komentarzy: NAJNOWSZY NAJSTARSZY
 
Komentuj...
1.
2009-11-25 10:25:46

kokosanki,kokosanki

2.
2009-11-24 14:43:40

Panie Lazarek-jak Pan odniesie sie do zarzuow ze to Pan byl prekursorem korupcji w Polsce?

3.
2009-11-24 10:07:45

Fajnie by było jakby Panowie Łazarek, Strejlau, Engel i Piechniczek - jakby nie patrzeć wybitni szkoleniowcy wzięli się za swoją podstawową i zasadniczą profesję czyli za trenerkę! W innym miejscu tego portalu Pan Hurkowski nadaje tytuł trenera roku trenujacemu 2-ligowy ŁKS p.Wojciechowskiemu a 2. miejsce w tym plebiscycie rezerwuje dla p.Janasa z również 2-ligowego Widzewa. Posucha straszna na rynku trenerskim a takie wybitne postacie marnują swój ogromny potencjał! To jest prawdziwy skandal!!!

4.
2009-11-23 22:00:33

Panie selekcjonerze ,bardzo trafne komentarze na temat Nszej kopanej (jak zawsze).Trudno inaczej skomentowac lige ktora jest z nazwy tyko"Ekstra".Kopacze i nieliczni grajkowie z odrobino talentu nie zaslonio tej mizerii...Natomiast nie zlosci to ze jest pan w strukturach PZPN nalezy sie Panu za nerwy skolatane z Reprezentacją,to taki PGR gdzie wszystko sie należy jesli sie jest przzy korycie i zna brygadziste bądz zaotechnika.PS.inne komentarze zal..............pozdrowienia

5.
2009-11-23 12:03:08

łazarek ty stary alkoholiku i kabanosie.oddaj antosiowi piechniczkowi sttringi co ci pozyczyl w bratyslawie.kabanosie sprzedawczyku pierdolony

6.
2009-11-23 09:24:33

Hej Łajzarek-kokosanki,kokosanki ?

7.
2009-11-23 09:21:18

"Ważne, że istnieje naturalna chęć sztabu do kadry do współpracy z pionem szkoleniowym PZPN, z Komisją Wysokiego Wyczynu,.."-panie Łazarek, nie kompromituj się tym "wysokim wyczynem" który polega na wysokości pana pensji. i uposażeń reszty kolesi...........jak chcesz pan bronić pzpn, to wytłumacz te wszystkie szwindle i nieróbstwo z ostatniego roku.Tylko bez kłamstw...........choć tego nie da się chyba zrobić

Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS
Copyright © 2009 Futbolnet Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.