Na początku czerwca Śląsk Wrocław przedstawił Waldemara Sobotę i Łukasza Gikiewicza jako swoich nowych piłkarzy, którzy związali się z klubem czteroletnimi kontraktami. O ile w przypadku Soboty wszystko pozostało zgodnie z tamtymi ustaleniami, sprawa drugiego mocno się skomplikowała.
Gikiewicz miał przenieść się z Łódzkiego Klubu Sportowego do wrocławskiego na zasadzie wolnego transferu. Okazało się jednak, że ŁKS zażądał od Śląska ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika – w kwocie około pół miliona złotych. Klub z łódzkiej Alei Unii ma takie prawo, gdyż obiecujący napastnik dopiero w październiku ukończy 23 lata.
Na Oporowskiej jednak tych pieniędzy nikt płacić nie zamierzał, a przed takim rozwojem sprawy sprytnie się zabezpieczono. - Łukasz Gikiewicz nie jest piłkarzem Śląska, ani nigdy nim nie był. W czerwcu nie podpisaliśmy kontraktu, lecz tylko porozumienie, które precyzowało warunki ewentualnej gry zawodnika w naszym klubie. To porozumienie mogło przerodzić się w kontrakt, ale tak się nie stało, bo umawialiśmy się menedżerem napastnika, że ten trafi do nas za darmo. W żadnym wypadku nie mamy pretensji do Marka Citki, bo od początku stawiał sprawę jasno – tłumaczy Michał Mazur, rzecznik Śląska Wrocław.
Śląsk nie zostawił jednak snajpera na lodzie i mimo wszelkich zawirowań Gikiewicz mógł się udać się z drużyną na obozy przygotowawcze. W ostatni wtorek opuścił jednak zgrupowanie w Chorwacji i pojechał na testy do szwajcarskiego drugoligowca FC Wil, gdzie trenerem jest Ryszard Komornicki. Co ciekawe, według przepisów, klub zagraniczny nie musiałby płacić ani grosza za wyszkolenie niespełna 23-letniego gracza rodem z Olsztyna. Sam zawodnik nie ukrywa jednak, że wolałby występy w polskiej ekstraklasie, tymczasem jego menedżer przebywa obecnie za granicą i nie chce na razie komentować sprawy.
Jak więc potoczą się losy Łukasza Gikiewicza? - Wszystko teraz możliwe i ciężko mi przewidywać, co się stanie. Nie wykluczam jednak, że ostatecznie zawodnik ten może trafić do Śląska. Wszystko może się jeszcze wydarzyć i nigdy nie można mówić nigdy – twierdzi Michał Mazur.
Rozwiązań faktycznie jest dużo. „Giki” może najzwyczajniej iść do innego klubu, który zgodziłby się zapłacić ekwiwalent, ale to scenariusz raczej mało prawdopodobny. Może też wyemigrować, ale wydaje się, że mimo wszystko cała sprawa zakończy się ostatecznie jego transferem do Śląska. Gikiewicz i Citko mogą przecież sami zapłacić Łódzkiemu KS, ale z pewnością ten musiałby zgodzić się na znaczną obniżkę żądanej kwoty. Poza tym: strony mogą poczekać do 26 października, kiedy to Łukasz ukończy 23 lata i żaden ekwiwalent nie będzie już wchodził w grę.