Data ostatniej modyfikacji: 12-07-2010 , godz. 20:00

Mundialowy Dziennik Słomy (16)

Nowa Zelandia (fot. Yahoo Sports) Nowa Zelandia (fot. Yahoo...

No to koniec. W finale mistrzostw świata, w którym zmierzyły się reprezentacje dwóch państw będących monarchiami (przynajmniej na papierze), Hiszpania pokonała Holandię 1:0. Nie mogło być inaczej. Przecież ośmiornica Paul tak prognozowała. Na zakończenie tego mundialu i moich Dzienników chciałem jednak, o czym innym. Co z 19. Mistrzostw Świata zapamiętamy na lata?

Co ma szansę przeżyć we wspomnieniach jak cios Zidane’a „z bani” w 2006 roku, rzekręty sędziów na rzecz koreańskich gospodarzy z 2002, kucyk buddysty Roberto Baggio z 1994 czy „ręka Boga” Diego Maradony z 1986?

1.    Ośmiornica Paul. Nie mogę nie zacząć od wymienionej wyżej ośmiornicy o zdolnościach paranormalnych. Jej trafne prognozy stały się tematem rozmów nawet tych, którzy, na co dzień nie mają pojęcia o piłce nożnej. Oczywiście zaraz pojawiły się dziesiątki naśladowców, chomików, jaszczurek, rybek, których właściciele przyrzekali, że to ich pupil odgadł wszystkie wyniki o wiele lepiej i wcześniej. Nawet moja siostra swego kota, nazywającego się „Pin Kod”, przećwiczyła przed finałem. Ale Paul jest tylko jeden! Osiem meczów – osiem trafień!


 
2.    Wuwuzele. Początkowo mocno denerwujące. Potem coraz mniej zwracałem na nie uwagę. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Z czasem zdołałem odkryć ciekawą zależność: im mecz ciekawszy, tym mniej słychać było wycie tych trąb jerychońskich naszych czasów. Też tak mieliście, że mecze Niemiec z Argentyną czy Anglią udało się obejrzeć w błogiej ciszy?

3.    Afryka. Pomimo obaw, pierwszy w historii turniej o mistrzostwo świata na afrykańskim lądzie, udało się przeprowadzić bez większych wpadek. Jasne, że parę osób straciło laptopy, suchy prowiant, ulubioną przytulankę itd. Ale po krwawej jatce podczas Pucharu Narodów Afryki w Angoli wielu przewidywało prawdziwą apokalipsę. Były incydenty, to nieuniknione przy imprezie o takiej skali, jednak nie da się ukryć, że przewidywania czarnowidzów się nie sprawdziły i wszystko poszło w miarę gładko. Pomyślcie, co by się działo, gdyby gospodarzom z RPA udało się zgubić trofeum, o które walczyli piłkarze. A przecież taka historia miała miejsce przed mistrzostwami w roku 1966 w samej ojczyźnie futbolu. Co prawda, przed finałem Puchar Świata próbował zwędzić sławny Jimmy Jump, bez którego wyczynów żadna impreza nie może się odbyć, ale ochrona była szybsza.


Fot. Daily Telegraph

4.    Finał. Po tak brutalnym antrakcie było pewne, że finał będzie przebiegał pod znakiem przemocy. Nie ukrywam, że kibicowałem Holandii, zgodnie z zasadą wspierania teoretycznie słabszych. Ale jestem w stanie zdjąć pomarańczowe okulary i przyznać, że podopieczni Berta van Marwijka postanowili zagrać w kości. Nigel De Jong mógł swoim ciosem kung-fu zrobić dziurę w klatce piersiowej Xabiemu Alonso, a Mark van Bommel? No cóż, taka jego rola, żeby kopać rywali po kostkach.

Z drugiej strony, Hiszpanie od pewnego momentu przestali być dłużni, a dodatkowo wielu z nich postanowiło wczuć się w rolę arbitra. Sam już nie wiem, co jest większą plagą współczesnego futbolu: cyniczne faule czy piłkarze wymachujący wyimaginowanymi żółtymi kartkami przed nosem sędziego. Zawsze myślałem, że to sędzia decyduje o tym, komu dać kartkę. Bierzcie przykład z piłkarzy z Azji, oni nigdy nie podważają decyzji rozjemców boiskowych. Dlatego nie przesadzałbym z egzaltacją, że wygrana Hiszpanii oznacza wygraną futbolu i że Holendrzy zaprzeczyli idei futbolu totalnego, który sami wymyślili. Czasy się zmieniają, dziś Niemcy grają jak Holendrzy, Holendrzy jak Niemcy, itd. Nie zmienia się to, że gra się tak jak przeciwnik pozwala.

5.    Howard Webb. My tego Pana już znamy z Wiednia, a teraz zapamięta go cały świat. Jedynie połowicznie rozumiem totalną pomeczową nagonkę na niego. Mógł podjąć parę innych decyzji, ale wyniku meczu na pewno nie wypaczył. Na pewno mógłby dać żółtą kartkę w pierwszej chyba akcji meczu Robinowi van Persiemu, aby schłodzić trochę rozgrzane głowy piłkarzy. Tak przy okazji: czemu Dariusz Szpakowski, na Van Persiego mówił „Persie”, a na Berta van Marwijka: „Marwijk”? Może myślał, że „van” to ich drugie imię? Wracając do sedna: co by Webb nie zrobił to, jak to się mówi: „dupa z tyłu”. Gdyby zaczął od samego początku karać Holendrów czerwonymi kartkami, Hiszpanie przejechaliby się po ekipie Oranje, a świat krzyczałby, że to nie jest gra dla mięczaków itd.

Webb postanowił (a może dostał cichy „prikaz” z góry?) nie psuć widowiska wykluczeniami, chciał, aby było sprawiedliwie. Biorąc pod uwagę stawkę, o jaką toczyła się gra, można go zrozumieć. Dopuścił do (zbyt?) ostrej walki, więc na nim skupiła się cała złość niezadowolonych ze słabej widowiskowości finału. O to jednak proszę pretensje kierować do piłkarzy. Co by Webb nie zrobił: i tak źle, i tak niedobrze.

W tym całym nieszczęściu, którym był finał, ja się cieszę, że tytuł mistrzowski nie został rozstrzygnięty rzutami karnymi. To byłby dopiero ból. A i tak najlepsza była reprezentacja Nowej Zelandii – jedyna, która w XIX finałach MŚ nie przegrała meczu.

6.    Nazwiska nie grają. Dla oglądających piłkę jedynie od święta – tych, u których gęsią skórkę wywołuje hymn Ligi Mistrzów, te mistrzostwa świata musiały być lekkim szokiem. Te osoby na pewno odczuwały pewien poznawczy dysonans patrząc jak Lionel Messi nie strzela żadnego gola. Jak Wayne Rooney gra niczym po kilku głębszych, a Brazylijczykowi Kace nie pomaga nawet Jezus. A przecież stara piłkarska prawda mówi, że nazwiska nie grają. Gdyby tak było – Włosi, Francuzi i Anglicy nie wracaliby jak niepyszni do domu. Gdyby tak było, Thomas Muller, jeszcze cztery miesiące temu przez Diego Maradonę wzięty za chłopca do podawania piłek, nie zostałby zdobywcą Złotego Buta.
Na marginesie: pierwsze słyszę, że o tytule króla strzelców decyduje liczba asyst. Szkoda, że Adam Godlewski z „Piłki Nożnej” na antenie radiowej prezentował taki właśnie tok myślenia: „wygra ten, kto ma więcej gwiazd”. Szkoda, że ktoś, kto powinien pełnić w pewnym sensie rolę edukacyjną, zapomina, że piłka nożna to gra zespołowa. Jak w takim razie wyjaśnić lanie, jakie Niemcy sprawili Niemcy Anglikom i Argentyńczykom, czy wygraną Słowacji z Italią?

7.    FIFA. Dla Seppa Blattera i jego kamratów z FIFA mam tylko jedną informację: wstydźcie się! Tam gdzie kończyła się władza gospodarzy z RPA, a zaczynały obwiązywać reguły FIFA, wiecznie były jakieś kłopoty. Powszechnie narzekano na piłkę Jabulani - to akurat zarzut nieco absurdalny, bo dla wszystkich była taka sama, a poza tym było dużo czasu, żeby się przyzwyczaić. Za to kiepski system dystrybucji biletów, błędy sędziów – to zarzuty jak najbardziej konkretne i powtarzające się na wszystkich imprezach. Szczególnie skandalicznym przykładem pomyłki sędziowskiej był „gol-widmo” Franka Lamparda w meczu Anglia – Niemcy. Czy ten turniej przelał szalę goryczy i zacznie się prawdziwa dyskusja na temat wprowadzenia technologii do futbolu? Założę się, że nie. Sprawa przycichnie i pozostanie po staremu. A jak jeszcze raz usłyszę, że błędy sędziowskie są również częścią futbolu, to chyba zwymiotuję.

Czy gdybym nalewał paliwo na stacji benzynowej i zamiast benzyny nalałbym komuś olej napędowy, to również mógłbym z głupkowatym uśmiechem powiedzieć, że błędy to część mojej pracy? FIFA doprowadziła do komercjalizacji mistrzostw świata na skalę wcześniej niespotykaną. Zawodnicy rezerwowi rozgrzewali się w kamizelkach z napisem FIFA, tak jakby reprezentowali światową federację, a nie swoje kraje. Dobrze, że koce, którymi przekrywali się siedzący na ławce gracze nie były pokryte tymi czterema literami, tak drogimi wszystkim miłośnikom futbolu.

A gdyby ktoś się zastanawiał, kim były te panie w dziwnych czapkach, obecne przy wręczaniu Pucharu Świata, już wyjaśniam: to były hostessy z linii lotniczych Emirates, jednego z głównych sponsorów turnieju.

8.    Media. Świat się zmniejszył. Te wszystkie blogi, twittery, itd. Życia nie starczyło, żeby śledzić wszystkie informacje na temat mistrzostw świata w RPA. Cała sztuka, żeby odsiać ziarna od plew, wiedzieć, gdzie szukać ciekawych wiadomości. Niewątpliwie dziewiętnasty mundial miał niespotykaną do tej pory otoczkę medialną. A na końcu łańcucha pokarmowego jest nasza kochana telewizja publiczna. Ktoś to dobrze ujął: jej relacje to środkowy palec pokazany wszystkim kibicom piłki nożnej w Polsce. Redaktor Dariusz Szpakowski na sam koniec przepraszał za wszystkie niedociągnięcia i wpadki, bo przecież pomyłki komentatorskie są częścią piłkarskiego widowiska. Czy przytaczałem już opowieść o stacji benzynowej?

9.    Przewaga mistrzostw świata nad piłką klubową. Mecze między klubami, może i są na wyższym poziomie, ale nic tak nie pozwala ludziom zjednoczyć się i wkręcić w temat piłkarski, jak mistrzostwa świata. Temat mundialu zdominował rozmowy i emocje w ostatnich ponad czterech tygodniach. Dlatego - trzykrotne „hip hip hurra” dla Julesa Rimeta! Piłka nożna to najlepsza rzecz, jaką wymyślił człowiek, a mistrzostwa świata, jakie by nie były, to absolutny szczyt szczytów.

10.    Co jeszcze zapamiętamy? Ikera Casillasa i jego dziewczynę z telewizji – Sarę Carbonero (fotka poniżej). Diego Maradonę przebranego za kierowcę mafijnej rodziny Soprano. Gola Landona Donovana, dającego Stanom Zjednoczonym wyjście z grupy i 5-minutową modę na soccera. Błędy bramkarzy (Robert Green!). „Ręczną” obronę Luisa Suareza i święte oburzenie tych, którzy nigdy w życiu nie kopnęli piłki. Rzut karny Asamoaha Gyana, mogący zapewnić Afryce pierwszy w historii półfinał MŚ.

Wszystkim czytającym, a szczególnie komentującym moje Dzienniki, składam serdeczne podziękowania.


Fot. elmanana.com

 

Komentarze (18)

Komentarze (18)

Sortowanie komentarzy: NAJNOWSZY NAJSTARSZY
 
Komentuj...
1.
2010-07-15 16:46:04

Pan Fan super spostrzezenia, np. z ta schematyczna gra pod bramka rywali, ze Robben czytelny, o czym mowie od dawien dawna, tak jak od dawna burze sie przeciwko stawianiu pomnika Messiemu.
W dostepnym jescze w kioskach Tygodniku Przeglad zrobilem wrecz analzie pod haslem: marzysz o mistrzostwie swiata, nie gral w lidze angielskiej! (Tytul mi zmienila sympayczna skadinad redakcja z dobrego, na tyczacy sie bartdzo pobocznego watku, przez to mylacy, robiacy nieco z autora idiote, szkoda). Loew ten niesmaczny film to chyba na szczescie nie ten turneij jednak...
To na marginesie, bo: serce rosnie. Ten mudial to Wy, komentujacy tutaj, to Wy mozecie zapidac go po stronie zwyciestw. Super znastwo, super refleksje, super dyskusje! Dziekuje, gratuluje! Roman Hurkowski

2.
2010-07-15 08:48:38

kiedyś grało 22 piłkarzy, a wygrywali Niemcy...teraz gra 22 piłkarzy i wygrywa ten kogo wskaże ośmiornica...wyczytane w porannym szmatławcu...pozdrawiam.
ps. GazWyb i inne 'obiektywne' media mają ambicje wychować nowe pokolenie kibiców, ciekawe jak im pójdzie hihi.

3.
2010-07-14 22:52:25

Hiszpania dotychczas grala pieknie jak nigdy, odpadala jak zawsze, wiec zagrali brzydko i nie odpadli, proste ;)

Ten od trenera babojada to ja, bo komentujacym wiecej wolno, poza tym jestem nieokrzesanym bandyta, bo chodze w barwach na mecze (tak pisza w GazWybie i mówia w TVN, wiec pewnie tak jest).

Lech wygral z Interem, bo gospodarze bez zmeczonego Sneijdera, inaczej nie mieliby szans.

Pozdrawiam
Darek

4.
2010-07-14 16:04:40

haha. no niestety ktoś musiał dzieci niańczyć. poza tym ja aż takim melomanem nie jestem. pozdrawaim ciepło. nie gorąco, bo to by było nieludzkie.

5.
2010-07-14 16:00:39

Pozdrawiam ciepło wielkiego wiernego Kibica. A na Opener'a już czasu nie starczyło, co?
Fanka Gaja

6.
2010-07-14 15:16:10

haha. chciałem, któregoś razu dać ten film z Jogi Lowem konsumującym gile, ale wspólnie z R.Hurkowskim uznaliśmy, że parę osób mogłoby mieć odruchy wymiotne, a w konsekwencji mogliby nas przestać lubić.

zapewniam wszystkich, że Holendrzy też mówią KAŁT. Na Johanna Cruyffa (Cruijffa) też nie mówią "KRUJF" tylko raczej coś jak "KRAUF". przynajmniej ci, których pytałem.

jeszcze apropos niedzielnych kibicow: jeden taki ode mnie z fabryki zagadał mnie wczoraj: ty, ale ci pilkarze mają zdrowie, ledwo finał MŚ a już Lech Poznań gra z Interem. faktycznie taki Wesley Sneijder w niedzielę grał finał MŚ w Johannesburgu, a dwa dni później walczy o kwalifikację do Ligi Mistrzów...końskie zdrowie trzeba mieć. dziś ten kolega juz się nie odzywał.

dzięki za miłe słowa, będę się dalej starał robić swoje, liczę na komentarze. do tematu MŚ będziemy na pewno wracać, ale teraz nowy sezon za pasem. będzie się działo. na razie transferowy magiel w pełni. różne niestworzone plotki slychać tu i ówdzie. ale akurat przejście Artura Boruca do Fiorentiny to fakt. jest progres: holy goalie zamienia kuchnię brytyjską na toskańską. brawo!

pozdrawiam.

7.
2010-07-14 14:55:56

Ja nie uważam, żeby Webb wypaczył wynik meczu - jakby chciał to zrobić, to mógł wywalić 2-3 Holendrów o wiele wcześniej. Wykazał wielką cierpliwość (a może nawet i rozsądek?) i faktycznie odniosłem wrażenie, że nie chciał psuć widowiska. Czy sam, czy z polecenie - dla mnie nieważne. Piłkarze za to mieli inny plan - konsekwentnie psuli widowisko sami.

Hiszpania przeważała w tym meczu, w niewielkim stopniu, ale jednak. Tytuł moim zdaniem zgarnęła zasłużenie, ale za 4 lata nie będzie już z pewnością należał do nich. Podejrzewam, że na Euro 2012 szczytem będzie dla nich półfinał. Co do Holandii - położyli się na własne życzenie, załatwiła ich nieskuteczność i brak konsekwencji w konstruowaniu akcji. Wyglądało to tak, że za każdym razem chcieli zrobić co innego, w inny sposób, ale żaden nie okazał się być na tyle dobry, aby dać im prowadzenie. Za bardzo polegali na Robbenie, jego gra stała się szybko bardzo czytelna. Z kolei jakoś mało Sneijdera było widać w finale, sądziłem, że się przyłoży bardziej do walki o tytuł króla strzelców.

Poza tym rozwalała mnie na tych mistrzostwach wielokrotnie mało wyrafinowana gra pod bramką przeciwnika większości drużyn - ot, byle wrzucić piłkę w pole karne i może coś z tego będzie. Nie macie wrażenia, że za często tak to właśnie wyglądało? Trochę jak gra naszej reprezentacji...

Szpakowski to nic, mnie Lubański dobijał swoim Szwajcangerem - może myślał, że on ma szwajcarskie korzenie? Dowcipniś.

Co ja sam zapamiętam z RPA 2010? Wielką porażkę Francji i Włoch - nie dawało się bardziej kaleczyć rzemiosła, dno i metr mułu. Zapamiętam również oczywiście niesławną bramkę z meczu Anglia - Niemcy. Kibicowałem Anglikom i należę do tych, którzy uważają, że mecz potoczyłby się wtedy zupełnie inaczej. Historyczny i zarazem niewykorzystany karny dla Ghany też nie uleci mi szybko z pamięci. Zapamiętam wielu zmęczonych zawodników, którzy po zbyt wyczerpującym sezonie nie mogli/nie chcieli pokazać pełni swoich możliwości. Nie zapomnę Urugwaju - trochę pomagało im szczęście, więcej półbóg Forlan, ale jak na swoje możliwości zaszli bardzo daleko (dziś czytałem, że awansowali na 6 miejsce w rankingu FIFA). Ale przede wszystkim zapamiętam Hiszpanię jako całkowicie inną drużynę niż na Euro 2008. Tytuł okupiony jakże brzydką grą, do tego tak mało strzelonych bramek. Szwajcarzy pewnie się cieszą z grupowej wygranej tym bardziej.

Nie można też zapomnieć o trenerze Niemiec, któremu afrykańska kuchnia tak bardzo nie odpowiadała, że wolał ukradkiem na ławce konsumować wyroby własnego organizmu.

p.s. Dzięki za cały cykl mr. Słoma, czytało się z wielką przyjemnością! Jesteś wielką siłą tego portalu, nie zniżaj lotów :)

8.
2010-07-14 13:15:16

Do roboRTS: Red. Szpakowski od kiedy pamiętam, zawsze chwali się swoimi "konsultacjami" na antenie. Szkoda, że nic dobrego z tego nie wynika. I niech będzie konsekwentny. A nie: Kałt, Kojt, Kejt. Tak samo było w meczu Brazylii: Lucio, Luczio, Lusjo. To przecież gwałt na inteligencji widzów!
A nie zapomne jak kiedyś (w sumie dawno nie graliśmy już z Anglikami) red. Szpakowski skonsultował poprawną angielską wymowę nazwiska Alana Shearer'a (bez "r" na końcu). W ten sposób powstał kasyk "podanie do Sziry" :D Było śmiesznie, a ja się zastanawiałem co w reprezentacji Angli robi siostra He-Mana (tego z kreskówek, She-Ra) ;)

Apropos Kuyt'a: Anglicy mówią "Kałt", może Holendrzy wymawiają inaczej?

pozdrawiam,
Wiktor

9.
2010-07-13 23:33:54

"Cała sztuka, żeby odsiać ziarna od plew, wiedzieć, gdzie szukać ciekawych wiadomości."
Żadna sztuka, wchodzę na FN i czytam Dziennik Słomy ;-). Proste, prawda?
Pozdrawiam :-)

Kałt, Kajt, Kojt, Kajko, Kokosz... eh... :-D

10.
2010-07-13 11:17:44

Ciekawe jak red. Dariusz Szpakowski konsultował wymowę nazwiska "Kuyt" z holenderskimi dziennikarzami? Na migi? A może to Włodzimierz Lubański konsultował, a red. Szpakowski się tylko przyglądał? :)
A co do "Piłki Nożnej" to rzeczywiście nie ma sensu się rozpisywać nad aktualnym poziomem pisma, bo można się tylko zdenerwować.

1  2    
Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS
Copyright © 2009 Futbolnet Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.