Data ostatniej modyfikacji: 10-07-2010 , godz. 13:55

Niemcy czy Urugwaj? Trzecie miejsce to też medal!

Źródło: futbolnet.pl
Autor: Roman Hurkowski

Dziś w Port Elizabeth mecz o trzecie miejsce XIX Mistrzostw Świata. Niemcy kontra Urugwaj.

Taka potyczka, „mecz pocieszenia”, „mały finał”, była rozmaicie traktowana przez rywalizujące strony. Od przemożnej chęci powetowania sobie braku awansu do meczu o złoto, po rezygnację, załamanie, wyczerpanie, wystawienie rezerw (ale to akurat oznacza walor świeżości), jak Francja w roku 1982 i po części w 1986.

Znając jednak mentalność Niemców i Urugwajczyków, jak i ich postawę na tym mundialu, wypada spodziewać się meczu na serio, a nie na niby.

Dla Niemców będzie już piąta gra z tej serii. W latach 1934, 1970 (walcząc z... Urugwajczykami) i 2006 byli górą, w 1958 nie dali rady Francuzom. Z kolei piłkarze Urugwaju zanotowali dwie porażki w batalii o najniższy stopień podium.

Przed 1970 rokiem drużyna RFN z urugwajską mierzyła się w ćwierćfinale World Cup 1966. Aż 4:0 wygrali Niemcy, ale póki stronniczy sędzia, Anglik Jim Finney, nie „drukował”, Latynosi dzielnie walczyli o zmianę wyniku 0:1. Podcięło im skrzydła niesłuszne wykluczenie dwóch asów.

Szesnaście lat po „małym finale”, znów w Meksyku, Urugwaj w grupowym meczu do 84. minuty wygrywał z RFN 1:0. Skończyło się na 1:1, a potem szlaki tych rywali na Mundialu ’86 zdecydowanie się rozeszły. Niemcy zawędrowali na świetne drugie miejsce, „Urusi” pojechali do domu, gdyż bariera na drodze do 1/8 finału okazała się dla nich za wysoka.

Niemiecka drużyna w meczu o trzecie miejsce zagra po raz piąty, a zarazem drugi z kolei. W 2006 roku do zwycięstwa nad Portugalczykami prowadził ją Juergen Klinsmann, a obecny selekcjoner – Joachim Loew – był asystentem. Oto skład wygranych ze Stuttgartu:

Kahn – Lahm, Nowotny, Metzelder, Jansen – Schneider, Frings, Kehl, Schweinsteiger (79 Hitzlsperger) – Klose (65 Neuville), Podolski (71 Hanke)

Kilku zawodników, jak widać, dotrwało do dziewiętnastych mistrzostw, łącznie z rezerwowym wtedy stoperami – Fridrichem i Mertersackerem, a przede wszystkim z ówczesnym królem wieczoru, dziś liderem „manszaftu” – Bastianem Schweinsteigerem. Już tamtego dnia zastosowano wariant bez Michaela Ballacka. Proroctwo jakieś?

1930
Na pierwszych mistrzostwach świata, w Urugwaju, meczu o trzecie miejsce nie rozgrywano. Dla celów porządkowo-statystycznych trzecie miejsce (po pół brązowego medalu) przypisuje się wyeliminowanym w 1/2 finału zespołom Jugosławii i Stanów Zjednoczonych

1934
07.06.1934, Neapol (Włochy): Niemcy – Austria 3:2 (Lehner 1 i 42, Conen 27 – J. Horvath 28, Sesta 54)

1938
19.06.1938, Bordeaux (Francja): Brazylia – Szwecja 4:2 (Romeu 44, Leonidas 63 i 74, Peracio 80 – Jonasson 28, Nyberg 38)

1950
Mecz decydujący o III miejscu, 16.07.1950, Sao Paulo (Brazylia): Szwecja – Hiszpania 3:1 (Sundkvist 15, B. Mellberg 34, K. Palmer 79 – Zarra 82)

1954
03.07.1954, Zurych (Szwajcaria): Austria – Urugwaj 3:1 (Stojaspal 16 k, L. Cruz 59 sam, Ocwirk 79 – Hohberg 21)

1958
28.06.1058, Goeteborg (Szwecja): Francja – Republika Federalna Niemiec 6:3 (Fontaine 16, 36, 78 i 89, Kopa 27 k, Douis 50 – Cieslarczyk 18, H. Rahn 52, H. Schaefer 84)

1962
16.06.1962, Santiago (Chile): Chile – Jugosławia 1:0 (E. Rojas 90)

1966
28.07.1966, Londyn (Anglia): Portugalia – Związek Radziecki 2:1 (Eusebio 13 k, Jose Torres 88 – Małofiejew 44)

1970
Meksyk (Meksyk): Republika Federalna Niemiec – Urugwaj 1:0 (Overath 27)

1974
06.07.1974, Monachium (RFN): Polska – Brazylia 1:0 (Lato 76)

1978
24.06.1978, Buenos Aires (Argentyna): Brazylia – Włochy 2:1 (Nelinho 64, Dirceu 72 – Causio 38)

1982
10.07.1982, Alicante (Hiszpania): Polska – Francja 3:2 (Szarmach 42, Majewski 45, Kupcewicz 47 – Girard 14, Couriol 74)

1986
28.06.1986, Puebla (Meksyk): Francja – Belgia 4:2 (Ferreri 27, Papin 43, Genghini 103, Amoros 109 k – J. Ceulemans 11, N. Claesen 73) po dogrywce

1990
07.07.1990, Bari (Włochy): Włochy – Anglia 2:1 (R. Baggio 71, Schillaci 86 k – Platt 81)

1994
16.07.1994, Los Angeles/Pasadena (Stany Zjednoczone): Szwecja – Bułgaria 4:0 (Brolin 7, H. Mild 30, H. Larsson 37, K. Andersson 39)

1998
11.07.1998, Paryż: Chorwacja – Holandia 2:1 (Prosinecki 13, Suker 36 – Zenden 21)

2002
Tegu (Korea Południowa): Korea Południowa – Turcja 2:3 (Lee Eul-yong 9, Song Chong-gug 90 – Hakan Sükür 1, Ilhan 12 i 32)

2006
08.07.2006, Stuttgart (Niemcy): Republika Federalna Niemiec (Niemcy) – Portugalia 3:1 (Schweinsteiger 56 i 78, Petit 60 sam – Nuno Gomes 88)


Istotna uwaga!

W roku 1950 nie odbyło się ani spotkanie finałowe, ani o trzecie miejsce – w ścisłym rozumieniu tego terminu. Czterej zwycięzcy fazy grupowej utworzyli pulę finałową, grając tam systemem „każdy z każdym”. Ponieważ jednak w meczu zamykającym turniej zmierzyły się drużyny, które jako jedyne miały szanse na mistrzostwo świata i w ostatecznym bilansie zajęły dwa pierwsze miejsca, przeto traktowanie meczu Brazylia – Urugwaj jako finału, batalii o złoty medal, jest pewnym uproszczeniem, nadużyciem, ale być może dopuszczalnym. Na marginesie: Brazylijczykom do końcowego triumfu wystarczał remis, ale... przegrali. Te same uwagi odnoszą się do meczu o trzecie miejsce, Szwecja – Hiszpania. Hiszpanom do lokaty na podium też wystarczał remis i też przegrali. Dlatego w odniesieniu do roku 1950, zamiast określeń „finał” i „mecz o III miejsce”, używa się: „mecz decydujący o I miejscu”, i „mecz decydujący o III miejscu”.

Historia bojów o trzecie miejsce na świecie zawiera dwa piękne polskie akcenty. By możliwie najlepiej przybliżyć Wam okoliczności dwóch największych sukcesów naszego futbolu, posłużę się fragmentami przygotowanej przeze mnie w roku 2005 książki „Z piłką do Europy”, uznanej za Sportową Książkę Roku 2005 w Polsce.


Polska – Brazylia 1:0, rok 1974

06.07.1974, Monachium (RFN): Polska – Brazylia 1:0 (Lato 76), finały mistrzostw świata
Ostatni mecz Polaków podczas świetnie dla nich układających się mistrzostw świata 1974. Mecz o trzecie miejsce. Z samą Brazylia, już oddającą tytuł z roku 1970, prowadzoną przez legendarnego Zagalo. Jedynego wtedy człowieka, który globalny prymat wywalczył w roli zarówno zawodnika, jak i trenera. Potem taki sam dublet skompletował Niemiec Franz Beckenbauer.

Obie drużyny były już poważnie zmęczone wyczerpującym turniejem. Ton boiskowym wydarzeniom nadawali nasi, jednak słynny Rivelino postraszył ich strzałem w słupek.

Zawody rozstrzygnęły się w ostatnim kwadransie. Zygmunt Maszczyk podał do Grzegorza Lato, który stał na własnej połowie boiska, jednak najbardziej wysunięty. Natychmiast do pomocy ruszył Zdzisław Kapka, ale znalazł się na pozycji spalonej. W tej sytuacji Lato wykazał ogromną przytomność umysłu. Nie podał piłki do beniaminka naszego zespołu, lecz wypuścił przed siebie, zarazem mijając obrońcę. Dziś to reguła, że sędziowie starają się nie odgwizdywać tzw. pasywnego spalonego, ale wtedy... mogło być różnie. Na szczęście Włoch Aurelio Angonese czujnie nie przerwał gry. Lato przebiegł przez prawie pół boiska, wyczekał bramkarza Emersona Leao, „złapał” go na wykroku i kopnął piłkę tak, że ledwo wturlała się do siatki tuż przy prawym słupku bramkarza.

Dzięki tej niezapomnianej akcji, na tym samym Stadionie Olimpijskim w Monachium co niespełna dwa lata wcześniej złoty medal olimpijski, teraz biało-czerwoni, również pod wodzą Kazimierza Górskiego, wywalczyli medal mistrzostw świata! I to po zwycięstwie nad Brazylią, której wcześniej i później nie potrafili pokonać.

Nazajutrz, po meczu o złoty medal, zakończonym zwycięstwem RFN nad Holandią 2:1, w Monachium odbyła się wielka gala, podsumowująca X Mistrzostwa Świata. Złoty medal dla RFN, pozłacany dla Holandii, srebrny dla Polski, brązowy dla Brazylii. Tradycyjną gradację przywrócono dopiero w roku 1998. I całe szczęście, bo mimo ogromnego wyczynu Polaków, nazywanie ich „srebrną drużyną” było po prostu mylące, stanowiło nadużycie.

Notabene jak ulał pasujące do obowiązującej wtedy w naszym kraju „propagandy sukcesu”.
W finałowym spotkaniu Holender Johan Neeskens uzyskał tylko jedną bramkę, więc stało się jasne, że królem strzelców turnieju został Polak – Grzegorz Lato. Ten prestiżowy tytuł, stanowiący przepustkę do historii, zdobył z dorobkiem siedmiu goli. Natychmiast cały nasz kraj obiegło hasło: „Grzegorz Lato tego lata to najlepszy strzelec świata!”. Drugie miejsce w działającej na wyobraźnię klasyfikacji snajperów podzielili – mając po pięć goli – nasz Andrzej Szarmach i wspomniany Neeskens.

Renomowany „Kicker”, sportowy magazyn redagowany w Norymberdze, zaprosił międzynarodowe grono, 67 wytrawnych ekspertów, do wyborów najlepszego piłkarza mistrzostw. Pierwszą trójkę obsadzili, ale w nieco innej kolejności niż ostateczna drużynowa, liderzy, a zarazem kapitanowie, pierwszej trójki: 1. Johan Cruyff (Holandia), 2. Franz Beckenbauer (RFN), 3. Kazimierz Deyna (Polska). Tak samo było kilka miesięcy później w plebiscycie „France Football” na najlepszych w Europie za rok 1974.

A oto dalsze istotne lokaty w ankiecie „Kickera”: 4. Johan Neeskens (Holandia), 5. Branko Oblak (Jugosławia), 6. Grzegorz Lato (Polska), 11. Robert Gadocha (Polska), 19. Andrzej Szarmach (Polska).

Ogłoszono też prestiżową jedenastkę turnieju Weltmeisterschaft ’74. Środek pomocy zajął Kazimierz Deyna, na prawym skrzydle znalazł się Grzegorz Lato, a na lewym – Robert Gadocha. No i wreszcie Polacy dostali nagrodę za najbardziej ofensywna grę. Podstawą do tego była liczba zdobytych bramek. A właśnie biało-czerwoni, z szesnastoma, zdominowali tę klasyfikację. Dzięki siedmiu golom Laty, pięciu Szarmacha, trzem Deyny i jednemu autorstwa Jerzego Gorgonia.

Wreszcie nastał wtorek 9 lipca 1974. Warszawa, wczesne popołudnie. Wspaniała drużyna z Monachium nie przyleciała na pasażerskie lotnisko Okęcie, lecz na leżące w pobliżu wojskowe. I to było coś niesamowitego. Od bramy lotniska, przy ulicy Żwirki i Wigury, przez kilkanaście kilometrów, aż po nadwiślański hotel „Solec”, gdzie bohaterowie mieli kwaterę, witały ich, i wiwatowały na ich cześć, obrzucając kwiatami, niezliczone tłumy, Chyba pół stolicy współuczestniczyło w tym triumfalnym przejeździe otwartym autokarem. Tamten piękny letni dzień, kiedy ludzie zebrali się tak spontanicznie i tak gromadnie, można chyba porównać tylko z późniejszymi wizytami papieża Jana Pawła II...


Polska – Francja 3:2, rok 1982

10.07.1982, Alicante (Hiszpania): Polska – Francja 3:2 (Szarmach 42, Majewski 45, Kupcewicz 47 – Girard 14, Couriol 74), finały mistrzostw świata
Trochę dziwne to były mistrzostwa świata – Espana ’82, co wynikało z systemu ich rozgrywania. Właściwie półtora meczu – drugiej połowy z Peru i całego z Belgią – wystarczyło, by biało-czerwoni przeszli do półfinału. I zaledwie trzy z siedmiu mieli bramkowe, a zajęli trzecie miejsce. Po prostu dobrej w obszernych fragmentach grze towarzyszył szczęśliwy układ. I na dodatek Francuz Michel Hidalgo na „mały finał” wystawił mocno rezerwowy skład. Bo jego podopieczni byli zmęczeni morderczym półfinałem w Sewilli, gdzie po 120 minutach był remis 3:3, a przepustkę do grania o złoto ekipa RFN wywalczyła dopiero w karnych.

Ale nie narzekajmy, w końcu był to mecz o trzecie miejsce mistrzostw świata. W półfinale z Włochami, za nadmiar kartek, nie mógł wystąpić Zbigniew Boniek. Ale na Francję wrócił do składu. Wypadł za to „wykartkowany” Włodzimierz Smolarek. W tej sytuacji trener Antoni Piechniczek wreszcie dał szansę Andrzejowi Szarmachowi, z mało zrozumiałych przyczyn w półfinale odesłanemu aż na trybuny.

Wynik otworzył Rene Girard, ale tuż przed przerwą i tuż po nastąpił frontalny szturm Polaków. „Tornado na Costa Blanca” – pisano nazajutrz, nawiązując do wybrzeża, na którym leży Alicante. Po podaniu Bońka właśnie niedoceniany Szarmach wspaniałym strzałem, piłka odbiła się jeszcze od słupka, wyrównał stan meczu. Kiedy myślano już o przerwie, Stefan Majewski najwyżej wyskoczył do piłki zagranej z kornera i „trójkolorowi” schodzili z „golem do szatni”.

Od razu po zmianie stron dał o sobie znać Janusz Kupcewicz. Początkowo nie mieścił się w pierwszym składzie, ale po roszadach zajął miejsce głównego dyspozytora i wzniósł się na wyżyny nieprzeciętnego talentu. To rozgrywający najbardziej pod względem klasy nawiązujący do Kazimierza Deyny. Rzut wolny w 47. minucie. Bramkarz Jean Castaneda, spodziewając się dośrodkowania, odsłonił bliższy róg. I tam akurat Kupcewicz posłał piłkę z zegarmistrzowską precyzją. Coś pięknego! Przez 16 lat był to ostatni polski gol w światowych finałach, a na pewno ostatni w XX wieku. Kilkanaście miesięcy później Kupcewicz spotkał się z Castanedą w AS Saint-Etienne. Wspominali tamtą akcję, chyba wiadomo, który miał weselsza minę.

Francuzi zdołali odpowiedzieć jedynie golem Alaina Couriola, więc musieli zadowolić się medalami... brązowymi, podczas gdy Polacy dostali srebrne. Tak hojnie wtedy jeszcze nagradzano trzecie miejsce. Boniek, nasz najlepszy strzelec na Mundialu ’82 – cztery gole, zajął czwarte miejsce w plebiscycie na najlepszych piłkarzy turnieju. Wygrał jego niebawem kolega z Juventusu – Włoch Paolo Rossi przed Brazylijczykiem Paulo Roberto Falcao i Karlem-Heinzem Rummenigge (RFN). Dla kapitana Władysława Żmudy oraz Andrzeja Szarmacha i Grzegorza Lato był to już drugi światowy medal za trzecie miejsce. Szarmach i Lato trzeci turniej zaliczali z przynajmniej jednym golem na koncie.

Tak na chłodno, nie siląc się na analogie do roku 1974, powtórzenie tamtego sukcesu było wielką sprawą. Choćby z racji tego, że w Polsce panował stan wojenny, co musiało wpłynąć na ogólną atmosferę przygotowań. Trzeba wiedzieć, że Niemcy z NRD tylko czekali, kiedy FIFA wykluczy Polaków, bo za wszelką cenę chcieli zająć nasze miejsce.

No i podczas przedmundialowych manewrów borykaliśmy się z całkiem konkretnym problemem. Nie było w dziejach mistrzostw świata drużyny, która w roku finałów nie miała przed nimi przynajmniej jednego meczu międzypaństwowego. Nie było, poza... Polską 1982. Świat nie chciał z nami grać, świat nas izolował. Piechniczek siłą rzeczy musiał działać trochę po omacku, sparingi z klubami nie wystarczą. Dlatego formę i skład drużyny wykuwał z problemami. Stąd może ten mało efektowny początek turnieju. A może tak miało być, w końcu apogeum formy przyszło w najważniejszym momencie?! Szkoda tylko tego drugiego meczu z Włochami, w półfinale. No, ale bez Bońka tamtej drużynie zawsze nie było łatwo...

 

Komentarze (7)

Komentarze (7)

Sortowanie komentarzy: NAJNOWSZY NAJSTARSZY
 
Komentuj...
1.
2010-07-10 19:43:14

Cieszy to że Urugwaj wraca na karty historii MŚ.Nikt na nich nie stawiał a o mało nie awansowali do walki o złoto.Po fali sukcesów ostatnimi latami nawet jak awansowali to nie wychodzili z grupy lub odpadali w 2 rundzie.Obecnie znowu maja szanse zdobyć medal.bardzo im tego życzę.[MAUR]

2.
2010-07-10 17:28:49

Witam, piekne to byly mecze i chwile po tych meczach o 3.miejsce Polski:). Szczegolnie powinnismy, my fani futbolu, potraktowac czas MS w 1982 r. - stan wojenny, izolacja PL, w powietrzu aura sznasy na wolność...:), a nasi pocigagneli az do szansy na złoto. A dziś juz niedlugo, nasi niemieccy Polacy sprobują zdobyc 3.miejsce dla Niemcow...

3.
2010-07-10 17:25:28

Największym mistrzom też się zdarzają pomyłki, nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi.
O Meksyku'86, krąży wiele opowieści. A to o braku fizjologa w polskiej kadrze, a to o dyktatorskich rządach Bońka i fatalnej atmosferze wśród piłkarzy. Jedno jest pewne: pan Antoni nie zdał wówczas egzaminu trenerskiego.

4.
2010-07-10 16:02:04

Już zacząłem kombinować czy aby ta bramka Smolarka nie była jakimś samobójem :), bo to taki farfocel był trochę ;) no ale gdyby tak to wtedy nie ostatnia na 16 a 20 lat ;)
Pozdrawiam

5.
2010-07-10 15:17:35

Smolarek z Portugalia, to ladna dalem plame, sory i dzieki, zaraz poprarwie dlugopisem w ksiazce, ten meksyk w polskim wykonamiu byl taki denny, ze mi ucieklo, sorry, :))) Pzdr RH

6.
2010-07-10 15:01:29

Oczywiście chodzi o finały MŚ.

7.
2010-07-10 14:53:13

Tym razem ja zadam zagadkę! Panie redaktorze..., bramka Kupcewicza nie była ostatnią dla Polski w XX wieku, ani ostatnią na całe 16 lat ! A kto takową strzelił? Pytanie chyba łatwe.

Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS
Copyright © 2009 Futbolnet Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.