Lokomotywą polskiego futbolu stały się kluby piłkarskie, natomiast reprezentacja kraju jest najniżej w rankingu UEFA spośród wszystkich uczestników Euro 2012.
Klasyfikacja Unii Europejskich Związków Piłkarskich jest ustalana na podstawie wyników osiągniętych przez kluby, ale gdyby ułożyć podobne zestawienie, lecz pod kątem budżetów drużyn z poszczególnych lig, to kolejność krajów byłaby bardzo podobna. Dowodzi to jednego: poziom sportowy lig piłkarskich zależny jest wyłącznie od możliwości finansowych klubów. To najważniejsza konkluzja, gdy się patrzy na pierwszą trzydziestkę klasyfikacji UEFA.
Czy zatem poziom T-Mobile Ekstraklasy jest zbyt niski w stosunku do poziomu finansów klubów? Jeśli polskim piłkarzom bardziej się opłaca grać w lidze tureckiej, a polskim trenerom prowadzić kluby greckie, to nie oczekujmy, że poziom naszej ligi będzie wyższy niż lig tych krajów. Prawa rynku obowiązują również tutaj, a jakie mają przełożenie na klasę piłkarską, najlepiej pokazuje klasyfikacja UEFA.
Polskie kluby grają w innym piłkarskim świecie niż te z Anglii czy Hiszpanii i w związku z tym należy porównywać naszą ligę do lig takich krajów jak Bułgaria, Szkocja, Czechy, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Rumunia bądź Węgry. Wtedy uzyskamy właściwe proporcje i sprawiedliwą miarę do oceny poziomu gry, infrastruktury i organizacji naszej ligi.
Jeśli dla kogoś punktem odniesienia do oceny naszej ekstraklasy są Premier League, La Liga, Serie A czy Bundesliga, to jest to - delikatnie mówiąc - nieporozumienie. Pierwsza szóstka to elita europejskich pucharów i jest tylko kilka krajów, które mogą sie do niej zbliżyć: Rosja, Ukraina, Holandia. Pozostałe są tylko tłem dla rywalizacji gigantów.
Sukces wbrew propagandzie klęski
Gdy Lech Poznań nie awansował do europejskich pucharów, dla wielu było to równoznaczne z tym, że polskie kluby pożegnają się z Europą już w lipcu lub w sierpniu. Te opinie uległy nagłośnieniu, gdy Jagiellonia - co tu ukrywać - skompromitowała się w pojedynku z kazachskim Irtyszem Pawłodar, a przecież mieliśmy jeszcze trzy ekipy, które ciągle były w grze. W naszym kraju jednak już przed pierwszym gwizdkiem skazano je na podobny los, jaki był udziałem „Jagi”. Może to pomogło im się zmobilizować i pokazać, że nie tylko Lech potrafi wygrywać w Europie. Wisła, Legia, a nawet Ślask potrafiły uciszyć krytyków wieszczących im wyłącznie klęskę.
Ktoś powie, że mistrz Polski znowu poniósł porażkę w eliminacjach Ligi Mistrzów i to - szczerze mówiąc - po bardzo słabej grze w meczu rewanżowym. To prawda, ale okazało się, że niedoceniany przez wielu APOEL jest bardzo solidną drużyną, która w rozgrywkach grupowych LM potrafiła odebrać punkty klubom lepszym od Wisły i awansować do fazy pucharowej. Porażka „Białej Gwiazdy” widziana pod tym kątem wygląda jednak trochę inaczej.
Trzeba jednak dostrzec, że kiedyś, gdy mistrz Polski pojechał do Sofii, wracał zwykle z bagażem kilku bramek, a teraz - po dobrym meczu - odniósł zwycięstwo. Swego czasu, gdy Orest Lenczyk pojechał ze Śląskiem do Dundee, zakończyło się to katastrofą 2:7, teraz przegrał tylko 2:3 - i było to zwycięskie 2:3. Wreszcie nie tak dawno Legia nie miała wiele do powiedzenia w meczu z przeciętnym Torpedo Moskwa. A teraz pokonała na wyjeździe znacznie silniejszy stołeczny rosyjski klub, Spartak.
Czy nie oznacza to, że Europę jednak gonimy, a takie kraje jak Rumunia Bułgaria, Węgry, Szwecja, Serbia, Norwegia, Słowacja nieprzypadkowo są obecnie niżej niż Polska w klasyfikacji UEFA?
Kiedyś potęgi, teraz statyści
Zwraca uwagę kryzys klubów z Półwyspu Skandynawskiego. Gdzie te czasy, kiedy Malmoe FF grał w finale Pucharu Europy, a IFK Goeteborg w ciągu czterech lat dwa razy zdobył Puchar UEFA? Co się stało z Rosenborgiem BK, który jeszcze kilka lat temu był groźny dla najlepszych w Europie, a teraz nawet w samej Norwegii już nie jest najlepszy?
Jeszcze gorszy kryzys przeżywa liga szkocka. Czy ktoś pamięta, że to właśnie Celtic FC był pierwszym klubem z Wysp Brytyjskich, który zdobył Puchar Europy? Sukcesy odnosiły nie tylko kluby Old Firm, ale również inne. Aberdeen w 1983 roku pokonał Real Madryt w finale PZP, Dundee United było w finale Pucharu UEFA w 1986 roku. Jeszcze w 2008 roku Rangers FC grali z Zenitem Sankt Petersburg w decydującym spotkaniu o Pucharu UEFA, a teraz Celtic kuchennymi drzwiami awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Trudno o lepszy symbol upadku szkockiej piłki. Kiedyś, gdy mówiło się o połączeniu ligi szkockiej i angielskiej, nie ulegało kwestii, że Celtic i Rangers grałyby w Premier League. Obecnie reprezentują poziom co najwyżej Championship.
Po rozpadzie Jugosławii bardzo obniżyły loty kluby z Belgradu i Zagrzebia. Crvena Zvezda, która w 1991 roku zdobyła Puchar Europy, teraz nie kwalifikuje się nawet do fazy grupowej Ligi Europy. Partizan również podzielił los swojego stołecznego rywala, przegrywając z irlandzkim Shamrock Rovers. Mistrz Chorwacji, Dinamo Zagrzeb, przegrał wszystkie mecze grupowe w Lidze Mistrzów, a na końcu ośmieszył się przed całą Europą, odpuszczając mecz Olympique’owi Lyon.
Na tym tle polska T-Mobile Ekstraklasa nie wygląda najgorzej. Lech Poznań, który pokonał u siebie Manchester City i dwukrotnie zremisował z Juventusem Turyn, okazał się w tym samym sezonie zbyt słaby, by wywalczyć awans do europejskich pucharów. Okazało się jednak, że kluby, które tę promocję uzyskały, powtórzyły sukces „Kolejorza”, a niewykluczone, że awansują dalej. To fakt, który świadczy o tym, że coś jednak zmienia się na lepsze w poziomie gry naszych „towarów eksportowych”.
Jest się o co bić
Gdy przed rokiem pisałem (TUTAJ), że awans do Ligi Mistrzów bez eliminacji jest możliwy z 13. miejsca w klasyfikacji UEFA, wydawało się to mało realne. Teraz można stwierdzić, że polskie kluby są „na kursie i na ścieżce”, żeby ów cel w perspektywie kilku lat osiągnąć. Wyniki Legii i Wisły będą miały ogromne znaczenie w kontekście tego, czy wicemistrz Polski będzie miał prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów w sezonie 2014/15. Znacznie trudniej będzie osiągnąć miejsce 13. w tej klasyfikacji, gdyż polskie kluby w każdym sezonie musiałyby uzyskiwać współczynnik pięć lub sześć. Największymi konkurentami Polski w tej rywalizacji są Cypr, Austria i Szwajcaria, której mistrz, FC Basel, wyrzucił z LM Manchester United.
W tym sezonie, nawet jeśli Legia i Wisła wywalczą jeszcze trochę punktów w fazie pucharowej, nie uda się uzyskać 15. miejsca w klasyfikacji UEFA - głównie dlatego, że ciągle jest liczony fatalny dla Polski sezon 2007/08. Współczynnik 1,666 był podsumowaniem totalnej kompromitacji w europejskich pucharach w tamtym sezonie. Ale szanse naszego kraju wyglądają znacznie lepiej, gdy klasyfikacja będzie sumować współczynniki od sezonu 2008-09.
Oto, jak wówczas wygląda kolejność od miejsc 13. do 22.:
13. Austria 23,125
14. Dania 22,400
15. Cypr 22,083
16. Szwajcaria 20,150
17. Izrael 19,625
18. Polska 17,500
19. Białoruś 16,375
20. Rumunia 16,224
21. Chorwacja 15,208
22. Czechy 14,975
Jest więc o co się bić, szczególnie że Izrael i Dania nie mają w tym sezonie już żadnego klubu w fazie pucharowej LM i LE. Trzeba dodać, że 15. i 14. miejsce nie tylko uprawnia wicemistrza Polski do udziału w eliminacjach LM, ale również daje nam dodatkowe miejsce w Lidze Europy i w sumie aż pięć polskich drużyn mogłoby grać w europejskich pucharach. UEFA wyraźnie przesadziła, dając krajom z piątej dziesiątki klasyfikacji cztery miejsca w rozgrywkach pucharowych. Czyż nie lepiej byłoby dać pięć miejsc krajom od miejsca 16. do 20. lub nawet 25.? Kluby z tych państw bardziej zasłużyły na taką premię niż coroczni statyści w tych rozgrywkach. Pół Andory gra w pucharach. Paranoja! Nawiasem mówiąc, drużyny z tego kraju przegrały wszystkie mecze.
Liga lepsza niż reprezentacja
Śmiało można stwierdzić, że doszło do zmiany w układzie sił między ligą i reprezentacją Polski. Kiedyś mieliśmy znacznie mocniejszą reprezentację kraju niż ligę. Teraz ta pierwsza została daleko w tyle za poziomem naszych klubów, gdyż w rankingu UEFA dotyczącym reprezentacji europejskich Polska - całkiem słusznie - jest gdzieś pod koniec trzeciej dziesiątki. W tym zestawieniu nasze orły są wyraźnym outsiderem, jeśli chodzi o wszystkich uczestników Euro 2012.
Polska reprezentacja dawno nie była tak nisko ceniona w Europie. Pozostaje nam tylko liczyć na szczęście Smudy, kapitalną formę Szczęsnego i na to, że rywale będą tak skuteczni, jak Austria w meczu z nami podczas Euro 2008. To żałosne, że efekty pracy obecnego trenera są takie, że gdy chcemy optymistycznie patrzeć na mecze Polski na ME 2012, to liczymy na to, że będzie miał szczęście jak podczas losowania grup. A na boisku szczęście zwykle sprzyja lepszym…
W końcu powiało umiarkowanym optymizmem. Pewnie, że nie ma powodów do napinania się, ale ja już mam dość słuchania jaka to nasza liga jest kiepska i beznadziejna, co powtarzają głównie osoby, które ostatni mecz ligowy obejrzały w latach 90-tych.
Zdecydowanie większe emocje budzi we mnie dowolny mecz T-Mobile Ekstraklasy od hitowego pojedynku Premier League. Owszem, poziom jest nie do porównania, ale bliższe jest dla mnie lepsze :)