Powróciła T-Mobile Ekstraklasa! Przygotowaniami jej głównych aktorów żyliśmy przez ostatnie tygodnie i chyba nie są w stanie nas niczym zaskoczyć. A statyści, często przewyższający pierwszoplanowe postacie?
Wzięliśmy ich pod lupę…
Pracowity odpoczynek
Zaraz po zakończeniu wydłużonej rundy jesiennej piłkarze i trenerzy wyruszyli na urlopy. Niektórzy prosto z szatni udali się na lotniska, inni z piskiem opon odjechali w rodzinne strony. W końcu tak blisko było już do świąt. Kibice okazali się bardziej pracowici. Przynajmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt grup w kraju przed Bożym Narodzeniem obdarowało setki, a nawet tysiące dzieci, o których czerwony dobrodziej zapomniał. Szczególnie wyróżnienie pod tym względem za skalę akcji zwłaszcza dla Mikołajów z Reymonta, Lubina i Gwiazdora z Poznania. Lechici równocześnie efektownie upamiętnili też kolejną rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego.
Oprócz kilkuset rac, które oświetliły drogę przejazdu Jana Ignacego Paderewskiego z dworca pod hotel Bazar (z którego wielki polityk wygłosił płomienne przemówienie, które porwało Wielkopolan do walki) nie zabrakło też tysięcy zniczy w miejscach pamięci, na mogiłach, pomnikach.
W poszukiwaniu atmosfery
Zaraz po świętach kibice organizowali wspólne wypady sylwestrowe, a w pierwszym dniu 2012 roku fani „Pasów” w liczbie kilku tysięcy stawili się na tradycyjnym treningu noworocznym. Styczeń obfitował w prawdziwy wysyp kibicowskich turniejów halowych. Spragnieni prawdziwie fanatycznej atmosfery wspierali także sekcje koszykarskie czy futsalowe. Najaktywniejsi na tym polu okazali się wiślacy i legioniści. Kilkusetosobowe „młyny”, efektowne oprawy, a nawet pirotechnika zmieniały przestarzałe, szare hale nie do poznania.
Zwykle kibicowskim wstępem do rundy wiosennej był halowy turniej Remes Cup Extra, organizowany w poznańskiej Arenie. 2-3 tysiące poznaniaków (z wyjątkiem edycji z 2011 roku) oraz kilkuset osobowe delegacje kibiców z Zabrza, Gdyni czy Łodzi ścierały się na doping, tworząc atmosferę piłkarskiego święta. Tym razem turnieju zabrakło, ale co tam hala! Niezwykle efektownym otwarciem kibicowskiego roku miał być mecz o Superpuchar Polski. Ze względu na rangę spotkania, miejsc i zdecydowanie bardziej porównywalne liczby kibiców Legii i Wisły, liczyliśmy świetną rywalizacje na głośniejszy i efektowniejszy doping. Tymczasem organizacja spotkania zakończyła się farsą. Szkoda tylko, że w tym całym ogólnokrajowym oburzenia tak mało zauważyło, że najbardziej poszkodowaną stroną nie byli piłkarze lecz kibice, zwłaszcza ci z Krakowa. Organizacja wyjazdu dla 9 tys. osób musiało zająć dziesiątki godzin pracy. Fani odpowiedzieli szyderą - wiślacy zorganizowali swój mecz o Superpuchar im. Joanny Muchy, a legioniści zakpili z policji organizując pięciosobowy przemarsz - LINK
Nasze prognozy
Frekwencja
Organizacja Euro 2012 miała napędzić dobrą koniunkturę dla polskiej piłki, w związku z czym liczyliśmy na wzrostu popularności futbolu. Zwłaszcza na żywo. To kiedy jak nie na kilka miesięcy przed startem mistrzostw? No właśnie, z tym może być problem…
Wszystkie nowe stadiony straciły jeden ze swoich istotnych atutów - „nowość”. W początkowych świetnych frekwencjach spory udział mieli ludzie bardziej ciekawi samych aren, niż tego co działo się na murawie. Jesienią stopniowo wykruszali się, teraz może ich już w ogóle zabraknąć. Spośród trzech czterdziestotysięczników największe obawy budzi wypełnienie PGE Areny, na której frekwencja jesienią regularnie malała. Ostatecznie pikowanie w dół skończyło się na 8 tys. widzów, czyli poziomie z Traugutta. Średnia oscylująca w okolicach połowy pojemności byłaby niezłym wynikiem. Na meczu Śląska z Ruchem pojawiło się 18 tys. fanów. Pozostaje mieć nadzieję, że spory wpływ na pierwsza wiosenną frekwencję ma głównie zimowa aura, która odstraszyła już kibiców Lecha.
Ledwie 10 tys. fanów przy Bułgarskiej podczas piątkowego meczu z GKS to słabszy rezultat od najgorszej od lat średniej rundy jesiennej - 13,1 tys. W tym przypadku można spodziewać się jednak progresu - władze znacznie obniżyły ceny biletów, podobnie przy Reymonta. Wisła idzie na rekord w sprzedaży karnetów - przed kilkoma dniami krakowski klub informował o blisko 10 tys. wykupionych abonamentów meczowych. Wniosek nasuwa się jednoznaczny: nawet przy gorszej grze drużyny frekwencja powinna podskoczyć. Ale i tak nie spodziewany się stadionu regularnie wypełnianego choćby w 2/3. Co innego przy Łazienkowskiej, gdzie podczas poprzedniej rundy odnotowano najlepszą średnią - blisko 20 tys. widzów. Utrzymanie takiego poziomu to dla legionistów minimum.
Pośród obiektów o pojemności 10-20 tys. największy progres szykuje się w Lubinie, gdzie po prostu gorzej być nie może. Ostatnie spotkania „Miedziowych” na własnym stadionie oglądało po 3 tys. widzów, co było efektem bojkotu kibiców. Teraz fani zawiesili protest, a w liczbie około tysiąca osób dopingowali już piłkarzy podczas sparingu. Po raz kolejny swoje przywiązanie do klubu będą udowadniać kibice Cracovii. Jesienią, pomimo tragicznej postawy drużyny, przy Kałuży stawiało się średnio 9 tys. fanów. Jeśli będzie gorzej, to nieznacznie - na meczu z Lechią dopingowało drużynę Pasieki 7,5 tys. kibiców. Większych zmian nie przewidujemy także w Kielcach i widzewskiej części Łodzi - stały „elektorat” to 5-7 tys. oddanych kibiców, którzy ze swoimi klubami są na dobre i złe (W Łodzi, na meczu z Podbeskidziem, zjawiło się tylko 3,5 tys. fanów). Po słabej jesieni w Chorzowie liczą na poprawę sytuacji, ale będzie o to ciężko. Atrakcyjna postawa drużyny to jedyny czynnik, który może skusić większą rzesze „Niebieskich”. Stadion to relikt przeszłości, na czym - choćby przez fatalną akustykę - traci atmosfera meczowa.
W przypadku najmniejszych stadionów jesteśmy jeszcze większymi pesymistami. W Bełchatowie można odczuć znudzenie ekstraklasą - jesienią w promocje meczów włączyły się nawet władze regionu, ale nie przyniosło to większego efektu. Dlaczego teraz miałoby być lepiej? „Jedna jest siła w tym mieście” - głosiło hasło z oprawy legionistów ostatnich derbów przy Łazienkowskiej. Biorąc pod uwagę zapełnienie trybun przy Konwiktorskiej trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, że piłkarze nie zawodzili. Pora w końcu coś udowodnić. W Zabrzu po problemach z dopuszczeniem obiektu do rozgrywek, co mecz trybuny powinny się wypełniać do ostatniego miejsca. W końcu ze względu na budowę obiektu są ich całe 3 tys. Ograniczona pojemność także w Białymstoku, ale dwukrotnie większa. Stare sektory nie cieszyły się jesienią większą popularnością, dlatego też sporych prześwitów spodziewamy się wiosną. Beniaminki choć w tym względzie teoretycznie nieporównywalne - Łódź ma cztery razy większą populację od Bielska-Białej - toczą ze sobą wyrównany bój. „Górale” regularnie powinni zapełniać swój obiekt przynajmniej w połowie, tak jak to miało miejsce pod koniec roku. Podobnie przy Alei Unii co wobec tragicznej sytuacji klubu będzie fatalnym rezultatem.
Ultras
Zaczęło się nieprzyjemnie. Legioniści nie zaprezentowali oprawy podczas meczu ze Sportingiem, ponieważ klub chciał wcześniej znać jej projekt. Dla ultrasów z przyczyn ideowych jest to nie do zaakceptowania. Przy Reymonta służby porządkowe podczas prezentacji zdarły transparent „Nie trzeba być faszystą, by dbać o Ziemię Ojczystą”. Cenzura rośnie w siłę. Już nie tylko niedozwolona jest pirotechnika ale i „nieodpowiednia” treść. Przykład z Krakowa jest szczególnie niepokojący, ale i niepewny. Transparent miał zostać zerwany na polecenie przedstawicieli Uefa, więc z jednej strony można mieć nadzieję, że rodzimi delegaci nie wykażą się podobną „wyobraźnią”, a z drugiej - przecież przykład idzie z góry…
Co do samych opraw, to nie spodziewany się rewolucji w hierarchii - na czele Legia, Lech i Korona, w pogoni Wisła oraz Widzew. Ciekawi postawa powracających do swej pasji po proteście artystów trybun z Lubina, oraz czy lechiści utrzymają wysoki poziom po dwóch ostatnich prezentacjach. Oby ze zgodowiczów w końcu wzięli przykład Ślązacy, którzy zdaniem wielu mają najlepsze warunki do ultrasowania (wysoki, płaskie trybuny i dach). Na wyższy poziom liczymy także ze strony „Opravców” Cracovii czy „niebieskich” ultrasów z Cichej. Tym ostatnim na pewno nie pomaga infrastruktura, ale jak pokazali podczas derbów, potrafią z niczego zrobić coś pięknego. Jagiellonia i Górnik postawią na wyjazdy. W przypadku Podbeskidzia czekamy na powrót do poziomu opraw z I ligi.
Wyjazdy
Tu także niebezpieczne przesłanki. Lechiści nie pojawili się na stadionie Cracovii. Dlaczego? Władze „Pasów” argumentowały, ze nie wpuszczą kibiców z Gdańska ze względu na niepodpisanie umowy przez reprezentujące ich stowarzyszenie z Ekstraklasą S.A.. Prawnie racja jest po stronie Cracovii, a praktycznie, gdyby każdy klub tak postępował, to wyjazdów nie byłoby wcale - żadne stowarzyszenie nie podpisało porozumienia. Z kolei włodarze Zagłębia zażądali przesłania wizerunków twarzy wszystkich wybierających się do Lubina kibiców Wisły i możliwe, że osiągną swój cel.
Spuścić z tonu
Wraz ze zbliżającymi się ME stopniowo nasilają się represje wobec kibiców, dlatego tuż przed startem imprezy możemy spodziewać się, że będzie jeszcze gorzej, zwłaszcza że poparcie rządu leci na łeb, na szyję. A przecież temperowanie twardą ręką groźnego kibola jest zawsze modne - w końcu nie możemy dopuścić, żeby doprowadzili oni do kompromitacji na stadionach podczas Euro. A to, że ci źli fani wcale nie wybierają się na nie, to już inna sprawa…
Tak być może, ale nie musi. Warto zastanowić się nad zwiększeniem dyscypliny we własnych szeregach i odpuszczeniem na pewien czas np. pirotechniki. Spróbować spokojnie przetrwać ten najbardziej gorący czas przed Euro, nie dopuścić do powtórki sprzed roku. Tym razem zamykanie stadionów, nawet bezpodstawne, wobec wyżej wymienionych przyczyn może mieć zdecydowanie większe poparcie społeczne. I nikt nie będzie słuchał racji kibiców, którzy sami nie potrafią się w pełni zjednoczyć w walce ze wspólnym wrogiem. Podczas ostatniego „niemego protestu” znalazły się łamistrajki, a zbieranie 100 tys. podpisów pod projektem zmian w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych zakończyło się fiaskiem. Fani nie są przygotowani do kolejnej bitwy z politykami. Może więc po prostu nie dać się sprowokować i liczyć na poprawę sytuacji po mistrzostwach?