Data ostatniej modyfikacji: 14-02-2012 , godz. 15:00

Tomasz Kafarski: Nudy nie ma

Tomasz Kafarski Tomasz Kafarski

Był najmłodszym i najdłużej pracującym trenerem w ekstraklasie. Nadał Lechii Gdańsk własny styl, ale popadł w konflikt z dziennikarzami, a jego relacje z kibicami raczej nie należały do pozytywnych. Podobno miał problem z piłkarzami o mocnych charakterach…

Tomasz Kafarski wyjaśnia powyższe kwestia i dorzuca coś od siebie w rozmowie z FutbolNet.pl.

- Panie trenerze, nie nudzi się panu na bezrobociu?

- To na pewno dla mnie nietypowa sytuacja i to oczywista rzecz, że brakuje mi pracy trenerskiej. Nie ma jednak mowy o nudzie, ponieważ w domu jest trójka dzieci, w tym czteromiesięczna córeczka, a więc na brak zajęć nie mogę narzekać.

- Podobno był pan we Wronkach 20 stycznia...

- Tak, byłem.

- Strony internetowe związane z Lechem Poznań namaszczały już pana na następcę Bakero.

- Byłem tam, aby spotkać się z moim przyjacielem i byłym asystentem Jerzym Cyrakiem. Obejrzeliśmy mecz oraz zamieniliśmy parę słów z Bakero. To wszystko.

- Był pan również łączony z Jagiellonią Białystok, a media mówiły o panu jako o najpewniejszym kandydacie na trenera tej drużyny.

- Też tak słyszałem, że byłem najpoważniejszym kandydatem, a ostatecznie zatrudniono innego trenera. Spekulacje w prasie zawsze będą się pojawiać na temat nowych szkoleniowców. Miejmy nadzieję, że gdy będzie ich coraz więcej, to uda mi się zagościć w którejś z drużyn.

- Prowadził pan rozmowy z „Jagą”?

- W związku z Jagiellonią były to wyłącznie plotki, a informacja o pracy w Lechu Poznań jest kompletnie wyssana z palca.

- A może ktoś kontaktował się z panem w związku z pracą w ŁKS-ie?

- Nikt się ze mną nie kontaktował.

- Podjąłby się pan pracy w tak trudnych warunkach finansowych?

- Trudno rozważać propozycję, której tak naprawdę nie ma i nie było. Od plotek w mediach do konkretnych ofert jest bardzo długa droga.

- To prawda, że pański staż u Lenczyka to pomysł Andrzeja Kuchara?

- Kompletna bzdura. To nie był pomysł Andrzeja Kuchara. Sam indywidualnie przyczyniłem się do tego, aby odbyć staż u trenera Lenczyka, który przyjął mnie bardzo miło. Usłyszałem wiele ciekawych wskazówek.

- Wróćmy do przeszłości. Czemu nie udało się panu jako piłkarzowi?

- Wydaje mi się, że jako piłkarz zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Nie mam żadnych pretensji do trenerów czy menedżerów, że nie pokierowali inaczej moją karierą. Gra na poziomie trzecioligowym sprawiała mi wiele radości. Byłem też na tygodniowych testach w Wiśle Kraków, gdzie powstawała wówczas nowa drużyna. Bardzo szybko zacząłem myśleć o tym, aby zostać trenerem. Grałem w rezerwach Lechii Gdańsk, później przeszedłem do Kaszubi Kościerzyna i tam w wieku 26 lat zostałem trenerem. Awansowaliśmy do trzeciej ligi i graliśmy tam bardzo długo.

- A jak potoczyła się kariera pańskich braci?

- Jeden z nich gra dalej w Kaszubi Kościerzyna na pozycji bramkarza, a drugi z powodu kontuzji nie gra w piłkę od bardzo dawna.

- Pańska ksywa „Skała” miała związek z braćmi?

- Dokładnie. Powstała ona wówczas, gdy chciałem pokazać braciom, że trzeba pracować nad tężyzną fizyczną, żeby dobrze wyglądać i być jeszcze lepszym na boisku.

- Propozycja z Lechii pojawiła się znienacka?

- Tliła się nadzieja, że jeżeli nie uda się szkoleniowcowi, który tam pracował, to obejmę tę drużynę. Byłem już wtedy znaczącą postacią na pomorskim rynku. Zostałem „tylko” asystentem, ale to było podniesienie poziomu pracy i kolejne wyzwanie. Lechia to klub, który od A klasy chciał jak najszybciej dostać się do ekstraklasy, więc zatrudnienie mnie w tym klubie to wyróżnienie i oznaczało to również, że już coś w trenerce osiągnąłem.



- Jak wspomina pan współpracę z trenerami Borkowskim, Kubickim i Zielińskim?

- Każda współpraca układała się na tyle dobrze, że żaden z nas nie powie na siebie złego słowa. Praca z Tomkiem Borkowskim to była praca na poziomie partnerskim, inaczej to wyglądało u trenerów Kubickiego i Zielińskiego, którzy wyznawali inny profil współpracy. Każdy moment był ważnym elementem w moim doświadczeniu trenerskim. Współpraca z nimi dała mi wiele do myślenia.

- Z roku na rok nie ciągnęło pana coraz bardziej w stronę funkcji pierwszego trenera?

- Na pewno brakowało mi trochę podejmowania ostatecznych decyzji i układania całej drużyny samodzielnie, bo przecież w Kościerzynie byłem pierwszym szkoleniowcem. Kolejne awanse Lechii do wyższych klas rozgrywkowych i tak dawały mi większe doświadczenie, a więc nie można mówić, że ta funkcja drugiego trenera była zła. Na pewno to, co wydarzyło się w 2009 roku, to sytuacja niecodzienna. Objąłem drużynę w trudnej sytuacji, ale udało mi się wykorzystać swoją szansę i utrzymać zespół w ekstraklasie.

- Gdy zwolniono trenera Zielińskiego, był pan numerem jeden do objęcia funkcji pierwszego trenera?

- Chodziły różne pogłoski, ale nigdy nikt z zarządu nic nie powiedział na ten temat, a z perspektywy czasu można stwierdzić, że Lechia widziała we mnie trenera, który może być szkoleniowcem na wiele lat, i bardzo długo tak było. Spekulacje prasowe były wówczas różne, ale teraz nie mają żadnego znaczenia, bo tę funkcję powierzono mi.

- Utrzymanie Lechii było trudnym zadaniem?

- Od początku wiedziałem, że jest to wykonalne. Praca trenera Zielińskiego nie poszła na marne, a ja widziałem wielkie zaangażowanie chłopaków. Nie pomyliłem się i udało nam się zrealizować cel.

- Został pan pierwszym trenerem, a chwilę potem mówiło się o pańskich konfliktach z piłkarzami, między innymi o tym, jakoby Paweł Pęczak miał pana uderzyć...

- To jakiś absurd...

- Czyli nie miał pan problemów z piłkarzami?

- Jako pierwszy trener nigdy nie miałem konfliktów z zawodnikami. Nie było też tak, że z każdym kolejnym okienkiem transferowym pozbywałem się z drużyny ludzi o mocnych charakterach, którzy mi rzekomo przeszkadzali w pracy. W żadnym wypadku nie pozbyłbym się kogoś, kto jest perspektywiczny i mógłby podnieść poziom sportowy w zespole.

- A sytuacja z Mateuszem Bąkiem? Był wypożyczony do Portugalii, miał wrócić i walczyć dalej o pierwszą jedenastkę.

- Mateusz sam podjął decyzję o tym, że potrzebna jest mu zmiana otoczenia, potrzebny jest nowy impuls. Nie udało mu się za granicą, a jak wrócił do zespołu, to sytuacja z bramkarzami w Lechii zmieniła się diametralnie, oznaczało to, że nie ma dla niego miejsca. W tamtym czasie sytuacja w bramce Lechii była czysta i klarowna. Małkowski i Pawłowski to bramkarze nietuzinkowi, a transfer tego drugiego do Udinese nie miałby miejsca, gdybyśmy parę lat temu kurczowo trzymali się Bąka czy Kapsy i nie dawali szansy gry i rozwoju tym młodym zawodnikom, którzy, jak widać, ją wykorzystali. Mam nadzieję, że Bąk będzie bronił na wysokim poziomie w Podbeskidziu czy też w innej drużynie.

- Dzięki panu Lechia grała bardzo ciekawą piłkę, miała swój własny styl...

- Gra w starym systemie funkcjonowała, ale nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Na początku mojej pracy Andrzej Kuchar mówił otwarcie o tym, że drużyna ma być nietuzinkowa oraz niecodzienna. Momentami funkcjonowało to tak, że wszyscy chwalili Lechię za styl i jestem z tego dumny. Moi zawodnicy potrafili w trakcie meczu zmienić parę rzeczy, aby poprawić sytuację na boisku. Nie było tak, że Lechię już wszyscy rozgryźli i nie potrafiła ona zaskakiwać. Szkoda, że w dwóch pełnych sezonach, które przepracowałem, nie udało się zrealizować postawionych celów.

- Wprowadził pan również psychologa do drużyny.

- Jestem otwarty na nowe pomysły. Podjęcie pracy z psychologiem było kwestią czasu. Na początku rozmawiałem z psychologiem pracującym z Arturem Borucem, ale on nie mógł z nami się związać, jego koleżanka rozpoczęła z nami współpracę. Ranga psychologa w sporcie jest bardzo duża, tylko u nas jeszcze nie zawsze jest taka opcja stosowana.  

- Filip Surma to był pański pomysł?

- Tak, to był bardzo mocno przemyślany ruch. Potrzebny był człowiek, którzy robi fantastyczne analizy i statystyki, a zwolnienie go za coś, za co nie odpowiadał, jest nieporozumieniem. W moim sztabie szkoleniowym przygotowaniem fizycznym zajmował się inny człowiek.

- Które spotkanie według pana było najlepsze, gdy był pan pierwszym trenerem?

- Rozegraliśmy takich kilka. Zwycięstwo w Pucharze Polski 3:1 z Wisłą Kraków, wygrana z Lechem, wygrana przy Łazienkowskiej, czy też pokonanie Legii u siebie po bardzo trudnym czasie dla drużyny, jak i dla mnie osobiście. Tych meczów było bardzo dużo. Na ostatniej konferencji prasowej życzyłem przyszłemu szkoleniowcowi, aby spędził na ławce trenerskiej tyle czasu, co ja, i żeby miał wiele powodów do szczęścia.

ZOBACZ

- Zapomniał pan wspomnieć o meczach z Arką.

- To była cała seria zwycięstw. Był to rywal, z którym udawało nam się wygrywać, a ostatni remis kibice nazwali naszym zwycięstwem. Okoliczności, w jakich zremisowaliśmy, były niesamowite. To potwierdziło, że Lechia walczy do końca, że ma swój styl.

- A więc skąd takie słabe wiosny w wykonaniu biało-zielonych?

- Wszystkie mecze, które wymieniłem, oprócz tego w Warszawie, to były spotkania wiosenne...

- Zgadza się, ale chodziło mi o ogólne zestawienie, a nie pojedyncze spotkania.

- Jest to mit, który krąży na temat źle przygotowanej drużyny Lechii. Trzeba zwrócić uwagę, że runda jesienna od wiosennej różni się kolosalnie. Inaczej mówiłoby się, gdyby dwa ostatnie mecze poprzedniego sezonu zakończyły się innymi wynikami. My mieliśmy od początku mojej pracy jeden problem - ze stabilizacją formy. Graliśmy wiele dobrych spotkań, ale nie kończyliśmy ich zwycięstwem.

- Nie można też zapomnieć o półfinałowym meczu w Pucharze Polski z Jagiellonią Białystok, gdzie większość zawodników pierwszego składu usiadła na ławce.

- Zawodnicy, którzy wtedy zagrali od pierwszej minuty, to gracze, którzy ciągle walczyli o miejsce w składzie i grali w meczach mistrzowskich. Wystawiając taki skład, miałem nadzieję, że uda nam się stawić czoła Jagiellonii. Mecz wyglądał bardzo dziwnie. Po tym pojedynku coś się załamało. Sam się zastanawiałem, czemu podjąłem taką decyzję. Zwołałem wtedy nadzwyczajne zebranie sztabu szkoleniowego.  

- Może pan powiedzieć, że to był błąd?

- Ewidentnie. Niezależnie od tego, jakim wynikiem zakończyłoby się to spotkanie, to kibic widzący taki skład byłby zdziwiony. Ilość zmian wprowadzonych wówczas w składzie była bardzo duża, a do półfinału doszliśmy po pokonaniu Wisły, gdzie też były przeprowadzane zmiany. Wtedy się udało, ale przeciwko Jagiellonii - niestety nie.

- Czyli nie ma pan problemu do przyznania się do błędu, jak to panu niektórzy zarzucają?

- Tam akurat można powiedzieć, że popełniłem błąd wierząc w to, że ci piłkarze zaprezentują się dobrze. Dziwiłem się wypowiedziom niektórych z nich, którzy twierdzili, że byli bardzo zdziwieni taką jedenastką, chociaż gdy nie grali, mieli pretensje, dlaczego trener nie widzi w nich zawodników pierwszego składu. Od razu na drugi dzień powiedziałem im, że ta porażka jest moją porażką. Nie ma wątpliwości, że od tamtego momentu moje relacje z kibicami miały bardzo dużą rysę, której nie udało się zlikwidować.
 
- Prawie od początku łączył pan funkcję trenera z dyrektorem sportowym.

- Gdy udało się utrzymać zespół, to Radek Michalski odszedł, a Andrzej Kuchar przez półtora miesiąca poznał mnie i zaproponowana została mi ta funkcja. Nie był to jakiś szczęśliwy moment. Ci, którzy ze mną pracowali, widzieli, że już jako pierwszy trener miałem bardzo dużo obowiązków. Patrząc na całą moją pracę w Lechii, to nie było to komfortowe rozwiązanie, ale wydaje mi się, że nie wyglądało to tak źle i że taki młody człowiek, jak ja, do pewnego momentu sobie z tym radził.

- Który z transferów oceniłby pan najlepiej? Może Traore?

- Traore to zawodnik medialny, który miał swoje pięć minut, na które pracowała cała drużyna. Jest to zawodnik niecodzienny, ale też chimeryczny, któremu brakowało stabilizacji formy przez kontuzje czy też wyjazdy na kadrę. Lechia ma młody skład i ja byłem zadowolony z wielu zawodników, a stawianie Razacka ponad innymi byłoby dla nich krzywdzące.  

- Swojego czasu wydawało się, że idealnym transferem był Bedi Buval.

- Bedi Buval był bardzo dobrym kandydatem na dobrego zawodnika. Zabrakło trochę farta. Zimowy okres przygotowawczy pokazał, że Bedi strzela bramki i możemy na niego liczyć. Początek wiosny miał fajny, a potem przyszła stagnacja formy. Odpowiadał mi pod względem sportowym, ale niekoniecznie akceptowany był przez kolegów w szatni i dlatego trzeba było podjąć taką, a nie inną decyzję. Myślę, że gdybym mógł dać mu drugą szansę, to byłby filarem tego zespołu.

- W 2009 roku sprowadzony został Ivans Lukjanovs, który w Łotwie strzelał bramki na zawołanie. Jednak w Gdańsku było inaczej.

- Strzelanie goli to nie taka łatwa sprawa. To bardzo trudna, złożona materia. Nie każdy ma taki dar jak Frankowski czy Reiss. Napastnik też musi mieć wiele szans, a u nas wszystkim brakuje cierpliwości. Wszyscy chcą, aby zawodnik po dwóch, trzech tygodniach strzelał gole, a czasem dopiero po dwóch sezonach zawodnik aklimatyzuje się w pełni.

- Dużo szumu było wokół Michała Janoty, który na 99% miał dołączyć do pańskiej drużyny.

- Z Michałem było blisko wiele razy, nie tylko po moim stażu w Feyenoordzie, gdy poznaliśmy się osobiście. Szkoda, że w tamtym momencie miał kontuzję i nie mogliśmy zobaczyć go na żywo. Po przyjeździe do Gdańska jego forma fizyczna była średnia, dlatego pojawił się delikatny zwrot w tej sprawie. Jeśli chodzi o wszystkie okienka transferowe, to mogę śmiało powiedzieć, że do zespołu nie dołączył żaden zawodnik, który nie był akceptowany przeze mnie. Ilość obserwacji i testów wyklarowała piłkarzy, którzy mogli podnieść poziom sportowy drużyny.



- Głośno było również wokół testów Emmanuela Olisadebe...

- Nie rozumiem tezy, która mówi o tym, że Lechia to niepoważny klub, ponieważ testuje Olisadebe. Sam zawodnik chciał się u nas pojawić, a więc my przyjęliśmy ofertę. Były duże rozbieżności, jeśli chodzi o jego formę. Emmanuel wybrał inną opcję. Ja nie miałem do niego żadnych pretensji.

- A wymiana Kamil Poźniak - Paweł Buzała?

- Nie była to wymiana. Paweł podpisał z GKS-em kontrakt wcześniej. A transfery ich łączą się tylko tym, iż zostały one przeprowadzone przez te same kluby. Kamil to zawodnik o sporym potencjale i mam nadzieję, że w końcu pokaże to na boisku.

- Skąd brała się taka ilość testowanych zawodników przez Lechię?

- Najprostszym sposobem jest przetestować zawodników. Latem 2010 roku przejrzeliśmy bardzo wielu graczy, ale też dokonaliśmy paru wzmocnień. Nie ma co ukrywać, że zawodnicy tacy jak Deleu czy Andriuskevicius byli graczami, którzy stanowili siłę lewej czy prawej obrony, i ja byłem z nich zadowolony.

- Nie było problemu, aby zarząd szarpnął się na droższe transfery?

- To nie jest tak, że trener mówi, ile chce dostać, i dostaje. Zarząd musi zobaczyć, jakie warunki przedstawia druga strona, i wtedy zobaczy, na co nas stać. Patrzymy na to, że nie tylko trener w randze dyrektora sportowego odpowiada za to, kto przychodzi do klubu. Środki są ograniczone. Na pewno musieliśmy szukać zawodników bez nazwiska, którzy dopiero byli o krok od wielkiej kariery, a nie mogliśmy sobie pozwolić na sprowadzenie głośnych nazwisk.

- Popadł pan w konflikt z dziennikarzami po pucharowym meczu z Legią Warszawa.

- Dziennikarze nie pozostawili wtedy na drużynie oraz na mnie suchej nitki. Zwołałem wtedy konferencję prasową i ustaliliśmy inny układ z mediami. Wprowadziliśmy dni, w których dziennikarze mogli rozmawiać z zawodnikami. Ja całą winę wziąłem na siebie. Finał był taki, że przez dwa dni piłkarze byli odcięci od mediów, a później widzieliśmy rezultaty: mecze z Legią, Koroną, Arką czy też z Lechem. Nie mogłem sobie pozwolić na to, aby piłkarze byli tak traktowani. Niektórzy mówią o tym, że był to błąd, ale ja uważam inaczej. Swoim świadomym działaniem doprowadziłem do tego, że cała krytyka opinii publicznej spadła na mnie. Lepiej strzelać do jednego niż do całej dwudziestki.
 

 

- Traktuje pan dziennikarzy jako zło konieczne?
- Broń Boże. Ja na moim ostatnim spotkaniu z mediami podziękowałem im za współpracę. Zwykle miałem bardzo dobre kontakty z dziennikarzami. Zawsze byłem otwarty na rozmowę czy też na podzielenie się opinią. Byłem jednak rygorystycznie nastawiony do niesłusznej krytyki skierowanej do moich zawodników.  

- A pańskie relacje z kibicami? Patrząc na transparent „Precz z Kafarem” czy też wcześniej - „Mourinho z Kaszub”, chyba nie można ich nazwać dobrymi?

- Łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Momentami byłem dobrym trenerem, a momentami złym. Cała złość wylała się, gdy wyniki klubu w aktualnym sezonie były negatywne. Ranga tego transparentu mówi o tym, że kibice byli do tego dobrze przygotowani.

- Wracając do pana odejścia z Lechii. Zarząd klubu pożegnał pana na ostatniej stronie „Przeglądu Sportowego”.

- Nie zależało mi na takiej formie pożegnania, ale Lechia wybrała taki sposób. Ja osobiście odebrałem to jako przysłowiowy „goździk pierwszomajowy”. Każde pożegnanie jest smutne. Ja cieszę się, że udało mi się zwołać konferencję prasową na koniec, podczas której mogłem pożegnać się ze wszystkimi, którzy ze mną współpracowali.

- Nie będzie miał pan problemu z opuszczeniem rodziny, gdy nadarzy się oferta pracy odległa od pańskiego miejsca zamieszkania?

- Jeżeli będzie oferta wyjazdowa, to ją rozważę, podejmując pracę. Będąc trenerem, trzeba brać taką opcję pod uwagę. Mam nadzieję, że to, co pokazałem w Lechii, pozwoli mi na podjęcie pracy w ekstraklasie.

Rozmawiał Bartosz Wiśniewski

 

Komentarze (8)

Komentarze (8)

Sortowanie komentarzy: NAJNOWSZY NAJSTARSZY
 
Komentuj...
1.
2012-02-16 13:02:43

wola kibiców wywalić Kafara,minęły cztery kolejki od zwolnienia Trenera,a mamy już kolejnego mega szpeca na ławce,także drodzy znawcy czekam na kolejne ruchy na ławce trenerskiej,bo moim zdaniem Janas do końca rundy nie dotrwa!powodzenia

2.
2012-02-16 12:54:33

Panowie co Wy pie.rd.olicie??? To megaloman. Tak naprawdę nie przyznał się do żadnego błędu. Wszystko zobiektywizowane. A tak naprawdę co ugrał? Utrzymał Lechię w lidze. i przegrał dwa razy premię.

3.
2012-02-16 11:42:48

Dla mnie też zwolnienie Kafara było chore,a już samo pożegnanie Trenera przez kibiców skandaliczne,ciekawe który Trener dostarczy teraz nam tylu wspaniałych chwil,ale gdzie szanują swoich na pewno nie w Polsce

4.
2012-02-16 11:35:56

Wiedziałem,że szybko zatęsknimy za Kafarem,dla mnie to była gwarancja sukcesu,do zmian powinno dojść w pionie zarządzającym Klubem,a nie w sztabie szkoleniowym!!!Polak mądry po szkodzie,Kafar wracaj,Twoje miejsce jest w Lechii,pozdr

5.
2012-02-16 10:54:13

Kafar wracaj do Lechii !!!

6.
2012-02-16 09:45:56

KAFAR dla mnie byłeś dobrym trenerem , aż w końcu się wypaliłeś i również chciałem twojej zmiany.
Teraz zbieraj doświadczenie i wracaj bo oprócz dobrego fachu w reku masz tez serce biało-zielone.
TLG

7.
2012-02-16 09:41:32

kafar nigdy wiecej ale bzdury

8.
2012-02-14 17:55:39

Kafar idz w świat zbieraj doświadczenie i wracaj do Lechii. Dla wielu kibiców byłęś dobrym trenerem i nadal nim jestes pozdro

Realizacja: Ideo
Powered by: Edito CMS
Copyright © 2009 Futbolnet Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.