Jeszcze paręnaście dni temu w lidze tureckiej mieliśmy trzech Polaków. Teraz mamy ich ośmiu – Kuś, Żewłakow, Głowacki, Pawełek, Grosicki, Robak i bracia Brożkowie. Specjalnie się temu nie dziwię. W tureckim futbolu z roku na rok są coraz większe pieniądze. Miejscowe kluby pozwalają sobie na coraz poważniejsze transfery, dlatego trafiają tam zawodnicy z nazwiskami znanymi na całym świecie. Teraz widzimy, że w tym samym kierunku podążają najlepsi piłkarze z polskiej ligi, co wcześniej się nie zdarzało.
Skąd taki trend? Po Europie jeździ coraz więcej menedżerów. Widzą, że Polacy to charakterni zawodnicy i sięgają po następnych. A wiadomo o czym marzy każdy nasz rodak, który kopie piłkę – najpierw rodzima ekstraklasa, potem reprezentacja kraju i wreszcie wyjazd za granicę. Zawsze uważałem, że w futbolu zarabia się bardzo duże pieniądze, ale trzeba pamiętać, że kariera nie trwa długo. Każdy musi coś odłożyć z myślą o przyszłości. Płacą, więc jadę...
W ostatnim czasie rozmawiałem z oboma braćmi Brożkami. Starałem się im przybliżyć, jak wygląda życie w Turcji. Muszą wiedzieć, że nie zawsze jest pięknie i cudownie. Ciśnienie na sukces jest ogromne. Jak się przegra mecz, to niezadowolenie kibiców i działaczy przybiera zupełnie inną skalę niż w Polsce. W takim Trabzonie, który obecnie lideruje ekstraklasie, na mistrzostwo czekają od 18 lat. I oni już teraz ten tytuł widzą. Gdyby na mecie rozgrywek coś poszło nie tak, to reakcje zawiedzionych fanów mogą być bardzo różnie...
Wiadomo, że Turcja to kraj zdominowany przez inną religię. Być może któryś z naszych rodaków gdzieś na zgrupowaniu zostanie zakwaterowany w jednym pokoju z Turkiem. Musi być przygotowany na to, że o świcie usłyszy bicie dzwonów i w tej samej chwili jego towarzysz zacznie odprawiać gorliwie modły. A kiedy będzie ramadan, to ten sam towarzysz wstanie o w pół do piątej nad ranem i zacznie jeść wszystko, co ma, bo przy świetle dziennym już nie może.
Trzeba zapomnieć o tym, co było w Polsce i jak najszybciej nauczyć się języka. Ja zrobiłem wielki błąd i nie zażądałem tłumacza, chociaż mogłem to zrobić. Chodziłem cały czas z tym swoim słowniczkiem i wszyscy się ze mnie śmiali. Ale jednocześnie wyrażali szacunek, bo przecież bardzo chciałem się nauczyć. No i któregoś dnia się udało. Po czterech miesiącach po raz pierwszy odezwałem się w szatni...
Panie mirku nie chce być napinaczem, ale proszę powiedzieć więcej, jeżeli Pan ma ochotę oczywiście, o pańskiej przygodzie w tej niedobrej Turcji, która zniszczyła Pana karierę, która w kwiecie piłkarskiego wieku zmusiła Pana do rezygnacji z uprawiania zawodu, o którym marzy każde dziecko z podwórka.
To zostało napisane w prasie i internecie to chyba nie jest cała prawda...
Mam nadzieję, że częsciej Pan będzie gościł na naszym portalu...
Td
Szacuneczek, Panie Mirku :)
Cieszę się, że mój ulubiony portal się rozwija i dołączył do niego Pan Mirek. Czekam na kolejne teksty ;)
Fajnie Panie Mirku że Pan dołączył do ekipy Futbolnetu.
Ciekawe czy te pierwsze słowa co w szatni powiedział Mirosław Szymkowiak były tureckim odpowiednikiem słów których uczą się zagraniczni kopacze w polsce czyli K***a