Mundial jak zaminowany poligon. Jeden nieostrożny krok i koniec wielkiej przygody. Poniżej na rozkładzie kolejny tydzień turnieju (piątek - czwartek), czyli batalia o być albo nie być - tuż przed i tuż po starcie fazy pucharowej. Po raz trzeci i ostatni – 11 x NAJ:
1. Najwstydliwszy niewybuch – impotencja gwiazd. Chodzi o niedowład strzelecki, ten boiskowy. Nietrudno zauważyć, że trzej najwięksi bombardierzy ostatnich lat nie zdobyli w prawidłowy sposób choćby jednej bramki. Wayne Rooney już tego nie zrobi, bo siedzi w domu. Cristiano Ronaldo trafienie z KRLD zaliczył podobno z minimalnego spalonego. A Lionel Messi... wciąż czeka. Akurat on mocno wierzy w swoje możliwości. Przegrał zakład z samym Diego Maradoną, bo wbrew swym zapowiedziom nie strzelił gola Meksykowi. Uderzał 20 razy, w tym 11 razy celnie - i nic. Stawka zakładu pozostała tajemnicą...
2. Najbrudniejszy rekwizyt – chorągiewka. Nie narożna. Ta trzymana przez tzw. asystentów. Nie ma się co bawić w salonowe słownictwo i trzeba napisać tak, jak było – narobili gnoju na oczach całego świata. Najpierw nieuznany arcyważny gol w meczu Niemcy – Anglia (4:1), potem zaliczona bramka z hektarowego spalonego w spotkaniu Argentyna – Meksyk (3:1). Gdyby nie te błędy, losy owych potyczek mogły się potoczyć zupełnie inaczej, być może na korzyść przegranych. A nawet jeśli nie, i tak zostaliśmy ograbieni z dramaturgii i smaku odmierzanej na czas zagadki.
3. Najtrudniejszy sparingpartner – Jacek Gmoch. Narcyz w sile wieku, ale da się lubić. Jeśli tylko siedzi w telewizyjnym studiu, mamy gwarancję, że tuż przed meczem, w przerwie i krótko po ostatnim gwizdku będzie małe show. Bo też sparingi słowne, jakie toczy z innymi ekspertami, to osobny punkt programu. Zawsze wie lepiej i nigdy nie odmawia sobie poprawiania przedmówcy. Czasem nie czeka na swoją kolej, lecz koryguje cudzą wypowiedź w jej trakcie. Najciekawsze potyczki rozgrywa ze Stefanem Szczepłkiem i Jerzym Engelem. Raz wygrał przez nokaut: - Ale Jurek, przecież poza anteną mówiłeś zupełnie co innego...
4. Najgłośniejszy powrót – Arjen Robben. W początkowej fazie turnieju kamery pokazywały go siedzącego na ławce rezerwowych z opatrunkiem na nodze. Kiedy wrócił, media potraktowały to jako wydarzenie przez duże W. Nie zawiódł, bo w meczu z Kamerunem odegrał najważniejszą rolę w bramkowej akcji, a w starciu ze Słowacją sam wpisał się na listę strzelców po akcji opanowanej do perfekcji – takiej, która publice nigdy się nudzi. Wystarczyły mu dwa niepełne występy, by zostać zaliczonym do grona gwiazd trwającego turnieju. Jest taki drugi?
5. Najkoszmarniejsza wtopa – Folha de Sao Paulo. To tytuł najpoczytniejszej gazety, ukazującej się w Brazylii. W jednym z czerwcowych numerów ukazała się reklama miejscowej sieci handlowej z takim oto tekstem: „Reprezentacja wypadła z mistrzostw świata, ale nie z naszych serc. Dziękujemy Brazylio, do zobaczenia w 2014 roku”. Co z tego, że szybko przeproszono za fatalna pomyłkę? W jednej chwili dla milionów Brazylijczyków świat zamienił się w koszmar. Widzieli jak Canarinhos ogrywają Chile, ale słowo drukowane przez te kilkanaście sekund miało swoją moc. Tyle czasu wystarczy, żeby paść na zawał. Służby medyczne nie udostępniły jeszcze raportu...
6. Najczarniejsza niespodzianka – Ghana. Pierwsza reprezentacja tego kraju to aktualny wicemistrz Afryki, a młodzieżówka – urzędujący mistrz świata. Przed mundialem w RPA nie wymieniano jednak „Czarnych Gwiazd” w gronie ekip, które mogą pokrzyżować szyki faworytom. Tymczasem podopieczni Milovana Rajevaca pozostają w turnieju jako jedyni przedstawiciele Czarnego Lądu. Przez ostatnie dni żyli swoją historyczną szansą. Jasne było, że jeśli uporają się z Urugwajem, będą pierwszą w dziejach drużyną z Afryki, która zamelduje się w mundialowym półfinale.
7. Najmądrzejszy słabiak - Robin van Persie. Nie jest tak wulgarny jak Nicolas Anelka, ale niewyparzony pyszczek ma. Kiedy w spotkaniu ze Słowacją został zdjęty z boiska, ponoć rzucił do Berta van Marwijka, że zmieniony powinien zostać nie on, lecz Wesley Sneijder. Ale ten kilka chwil potem strzelił dla Holendrów drugiego gola, otwierając tym samym bramy ćwierćfinału. Robin, przeraźliwie w tych mistrzostwach słaby, przeprosił za swoje zachowanie. Nie został odesłany do domu, a drużyna wyszła na trening. Incydent opisała większość holenderskich mediów. I wszystkie francuskie...
8. Najsławniejsi banici – Nigeryjczycy. Prezydent tego kraju ogłosił, że drużyna narodowa zostaje zawieszona i przez najbliższe dwa lata nie weźmie udziału w żadnych rozgrywkach międzynarodowych. Powód? Słaby występ na mistrzostwach świata w RPA. Sława dzięki banicji – tego jeszcze nie było. I znów jak bumerang wraca traumatyczne pudło, dzięki któremu do historii przeszedł Yakubu Aiyegbeni. Trzy metry, pusta bramka i... katastrofa. Póki co, brak konkretniejszych wieści z Korei Północnej. Na razie nie słychać o otwarciu nowej kopalni, a kamieniołomy nadal pracują tylko na dwie zmiany...
9. Najgroźniejszy dżoker - Eljero Elia. Holender z Hamburger SV. Mimo że jest graczem klubu z Bundesligi, wielu kibiców po raz pierwszy usłyszało o nim właśnie teraz, podczas trwającego mundialu. I nie szkodzi, że zaczął turniej jako rezerwowy. Ile razy pojawiał się na murawie, tylekroć należał do pierwszoplanowych postaci. Nikt inny nie robi tyle wiatru na kilku metrach kwadratowych. Dziw bierze, że już na starcie przydzielono mu rolę dublera. Pochodzi z Surinamu, graniczącego z Brazylią. Dlatego samo tylko oczekiwanie na ćwierćfinał przysporzyło go o bezsenność...
10. Najbogatszy przegrany – Fabio Capello. Żaden inny selekcjoner biorący udział w tym mundialu nie zarabia tak dobrze. Dostojny Włoch za pracę z angielskim zespołem narodowym pobierał do tej pory 6,5 mln funtów. Tyle pieniędzy wyrzucano w błoto w skali roku. Na dodatek stało się coś, co nie tak dawno zaserwowano i nam – z Leo Beenhakkerem w roli głównej. Jeszcze przed finałami mistrzostw świata Capello uzgodnił warunki współpracy z FA aż do Euro 2012. I teraz nikt nie wie, jak tego suchego kalafiora schrupać. A tymczasem opinia publiczna żąda selekcjonerskiej nominacji dla Davida Beckhama! Prowadził ślepy kulawego?
11. Największy Jońca – Jacek Jońca. Komentator Telewizji Polskiej. Nie wiadomo z czego, ale na pewno nie z powołania. Jego antenowe występy powinny być emitowane w paśmie kabaretowym. Można by w tym miejscu usypać kopiec z kulawych cytatów, ale może wystarczy tylko wrócić jeszcze raz do końcówki spotkania Holandia – Słowacja. Do dzisiaj nie wiadomo, czy J.J. był na stadionie, czy komentował mecz z zupełnie innego miejsca, słuchając relacji radiowej w nieznanym sobie języku. Przypomnijmy - w ostatniej sekundzie Robert Vittek wykorzystuje „jedenastkę” i niemal w tej samej chwili sędzia gwiżdże głośno, kończąc mecz. Ale sprawozdawca nie zezwala na opuszczenie kurtyny: - Będzie powtórka rzutu karnego, niebywałe emocje do samego końca!
Holandia ma finał, bo Urugwaj zrobił wszystko co mógł. A Elia chyba jednak nie zostanie bohaterem turnieju :/
Przepraszam wszystkich. Po prostu źle znosiłem te piszczałki. Dlatego sam byłem jak trąba...
Jacek